Bez kategorii

Listy do Ja – PRZYJAŹŃ

Droga PrzyJAciółko,

Znam Cię chyba od zawsze, przynajmniej takie mam wrażenie.

Śmiech do łez i łzy do poduszki, pierwsze sukcesy, upadki i porażki. O każdej porze dnia i nocy, na każdym kroku i na każde zawołanie – byłaś. Od małej dziewczynki z marzeniami do kobiety z wizją – jako jedyna znasz mnie, moje wszystkie sekrety i pragnienia jak nikt inny.

Ostatni czas szczególnie zapadł mi w pamięć. Dużo rozmawiałyśmy, czułam, że jesteśmy bliższe niż kiedykolwiek wcześniej. Świadomie otworzyłyśmy plac budowy naszej relacji, nas samych i naszego życia. Zaczęłyśmy od określenia słabych punktów projektu i drogi ich eliminacji. Połączenie mocnych fundamentów, najlepszych i niezbędnych materiałów oraz umiejętności ekipy budowlanej pozwoliły na skonstruowanie pięknej, wysokiej wieży z możliwością rozbudowy i adaptacji. Plan – stopniowa realizacja projektu, piętro po piętrze w górę.

Pamiętasz te poranki?
Za nim podniosłam oko, Ty już pełna energii krzyczałaś: „wstawaj, szkoda czasu na spanie, mamy tyle do zrobienia” (tak swoją drogą mogłaś być czasem bardziej subtelna). Wspólne mycie zębów, w rytm piosenki „Bo jak nie my to kto”, wprawiało mnie w tak głupkowaty nastrój, że cieszę się, że nikt tego nie widział ( i tu gdybym pisała do Ciebie przez współczesny komunikator pojawiłaby się tu małpka z zakrytymi oczami). Nie wypuściłaś mnie z domu bez śniadania, a tuż przez drzwiami słyszałam: „ Pamiętaj jesteś silna, poradzisz sobie ze wszystkim”. Chyba jedną z Twoich najgorszych wad i jednocześnie najlepszych zalet była szczerość. Bałam się jej, ale pozwalało mi to zobaczyć rzeczywistość taką jaka jest i ulepszać siebie. Bliżej, czy dalej, widząc Cię lub nie, czułam, że jesteś.

W porannej kawie, w wiosennej kałuży i zerkając przez szklaną szybę biurowca, szukam Twojego spojrzenia. Nie widzę Ciebie i nie poznaje siebie. Gdzie jesteś?

Odrzuciłam Cię, nasze rytuały, a do szuflady schowałam plany, wpadając w wir złych nawyków. Przepraszam. Brakuje mi Ciebie, ale kierując się Twoimi słowami nie zamierzam się poddać. Postanowiłam czerpać inspirację, od Ciebie, mojego największego motywatora. Bo już tam przecież byłyśmy. Znamy receptę? A zawsze i wszystko można odbudować, jeżeli tylko się chce. Prawda? Znowu zaczynam od projektu i podstaw konstrukcji, wierząc, że wrócisz i się przyłączysz.

A teraz pakuję list w butelkę i wrzucam do otwartego oceanu sieci, z nadzieją, że dotrze do Ciebie. A może znajdzie go ktoś inny, komu pozwoli on dostrzec i odnaleźć swojego najlepszego przyjaciela – siebie.

Charlottka

PS. Niech ten list zapoczątkuję nową tradycję rozmów z Tobą. CDN…

Reklamy

Szczęśliwa sama ze sobą

Idąc ulicą przez wielkie, jeszcze nie do końca poznane miasto, uśmiechała się do siebie. Tańczyła w promieniach słońca wpadającego przez zieloną taflę parków, które odbijały się od betonowo-szklanych powierzchni, mieniąc się na tysiące kolorów. Posiadała nieznaną dla niej moc – zarażała optymizmem każdego kogo spotkała na swojej drodze. Nie znała ich, a pomimo tej wirtualnej bariery, jakby za jednym dotknięciem różdżki, nabierali chęci do zmiany. Całe to szczęście zostało przerwane przez jeden moment. Kolana ugięły się pod ciężarem słów. Spadł deszcz, albo i śnieg, bo czas biegł szybciej niż ona. I kostki domina, jakby w niekończącym się ciągu, przewracały się jedna po drugiej. Proponowali parasol, ciepłą kawę, podawali rękę, ale to wszystko nie było tym, czym chciała – poczuć się znowu, jak wtedy. Znajdując schronienie w czerwonej budce telefonicznej, czekała aż wyjdzie słońce i wszystko naprawi.

Bloger też człowiek, bo dlaczego nie?

Czy myślicie, że Chodakowska albo Lewandowska nie mają żadnych problemów? A może w ich życiu wszystko toczy się z górki, a szczęście spływa do nich z każdej strony?

Nie, oczywiście, że nie. Każda jest człowiekiem, z krwi i kości. Ma gorsze i lepsze chwile. Przeżywa to, co dzieję się na świecie, naprawia relacje w domu i w pracy, ma wątpliwości i doświadcza wszystkich znanych nam emocji. Różnica polega na tym, że ich praca to motywowanie innych. Chcą być wzorem dla ludzi, których inspirują, dlatego walczą z przeciwnościami losu, które ich spotykają. Autentyczność poparta doświadczeniem, ogromna wiara w to, co mówią, dzielenie się energią, która wraca ze zdwojoną siłą to ich/ nasze paliwo.

Każdy z nas ma to w sobie – moc – która pozwala nam się podnieść nawet po największych porażkach i bólach. Tylko czas i sposób radzenia sobie z nimi jest różny, tak jak różne są nasze historie, doświadczenia, cechy osobowości oraz reakcje na napotkane okoliczności – ale zawsze mamy wybór – wziąć odpowiedzialność za swoje życie i podjąć walkę o marzenia albo liczyć, że samo się jakoś ułoży.

Wydaje mi się, że już kiedyś Wam o tym mówiłam, ale nie zaszkodzi powtórzyć,  bo to coś w co szczególnie mocno wierzę: szczęściem będziecie mogli obdarować innych, tylko jeżeli będziecie szczęśliwi sami ze sobą. Ja w pewnym momencie nie byłam,  a może przestałam – nie wiem. Straciłam coś i nie widziałam możliwości, by dać Wam energię, motywować i wspierać. Nie potrafiłam pomóc sobie, więc jak miałam pomóc Wam?

Zajęło mi to około 180 dni, by obudzić się z zimowego snu. I uwierzcie bądź nie, nie przyjechał książę na białym koniu, przywracając mnie do żywych bajkowym pocałunkiem. Nie było księcia, rumaka, wygranej w totka, ani żadnej gwiazdki z nieba. To była niełatwa droga i pełna długich rozmów, głównie samej z sobą (chociaż uczestniczyli też w niej inni – przyjaciele, którym w tym momencie dziękuję, że ze mną wytrzymali, dzwoniąc do mojej zamkniętej na cztery spusty budki telefonicznej ;)). Oczywiście w międzyczasie nie raz podejmowałam wyzwanie motywacyjne, ale kończyło się na „ zacznę od jutra”, a potem a bo pogoda, a bo praca i „ a bo” – zawsze wygrywało.

Pewnego dnia usiadłam i zaczęłam dyskusję:

–  ok, nie jesteś szczęśliwsza – to fakt,  więc zastanów się, co możesz zrobić by być – to rozwiązanie. Ale weź odpowiedzialność w swoje ręce i przede wszystkim podnieś swoją szanowną z łóżka, za nim od tej czekolady przybierze rozmiar szafy, bo to Ci na pewno nie pomoże wrócić na dobre tory. Ruszyłam…. Tańce, zdrowe jedzenie, książki i znów poczułam, że robię coś dla siebie, że się rozwijam. To była lawina. A potem pewnego niedzielnego poranka powiedziałam sobie, nigdy nie będzie odpowiedniego momentu i mnie olśniło, że dzielenie się z Wami moimi przeżyciami i doświadczeniem to właśnie jest to, co czyni mnie szczęśliwszą.  I tym sposobem jestem znowu z Wami.

ChO.

PS. Naprawdę cieszę się, że jestem tu i teraz z Wami.

Budujemy NAWYK – sierpniowe wyzwanie.

Ruszam z nowym wyzwaniem.

W sierpniu zadbamy o NAWYKI – jest kilka prostych zasad dzięki, którym nauczysz się jak odżywiać się zdrowo, co robić by nie tylko wyrzeźbić, ale i utrzymać fit sylwetkę. Gwarantuję Ci, że trzymając się tych reguł, szybko wejdzie Ci to w nawyk, a już po miesiącu zobaczysz pierwsze efekty.
Decyzja należy do Ciebie, wchodzisz w to?:)
Fit kodeks:
  1. Jemy! i to nie mało!
  • 5 posiłków dziennie (zbilansowanych – zawierających białko, tłuszcze, węglowodany złożone, witaminy i minerały, np. na obiad 80-100g grilowanego fileta z rybki, 200g grilowanych warzyw i 50g kaszy jaglanej),
  • nie wychodzimy bez śniadania z domu,
  • przerwy między posiłkami to 3-4 godziny,
  • nie podjadamy w przerwach,
  • dorzucamy do każdego posiłku dużą ilość warzyw lub owoców,
  • lekką kolację jemy max. 2-3 godziny przed snem (np. twarożek z warzywami, sałatkę).
  1. Unikamy:
  • słodyczy i słonych przekąsek ( dozwolona gorzka czekolada),
  • węglowodanów prostych ( czyli to co powyżej + białe pieczywo, biały makaron i ryż),
  • węglowodanów na kolację,
  • owoców na wieczór,
  • gotowych dań z paczki, sosów z proszku itd.,
  • napojów słodzonych (soków, napojów gazowanych, wód smakowych),
  • dużej ilości alkoholu ( szczególnie w mieszance z innymi napojami),
  • dużej ilości kawy i czarnej herbaty ( dozwolona max 1 kawa, a herbata do woli ale zielona).
  1. Pijemy DUŻO wody 
  • min. 1,5 – 2l dziennie,
  • wodę pijemy w odstępach czasowych np. dzielimy 2l wody na szklanki (po 250ml), 8 szklanek dziennie,
  • przed śniadaniem pijemy kubek ciepłej wody z cytryną ( dla pobudzenia metabolizmu).
  1. Ćwiczymy
  • min. 3 dni w tygodni, max. 6 (pamiętaj o odpoczynku),
  • wybieramy cel, a później dostosowujemy do niego rodzaj ćwiczeń i intensywność. Co zrobić by trening był efekty przeczytasz tu: http://bit.ly/1fFWd7C,
  • układamy program treningowy, dostosowując go do naszego wolnego czasu.
  1. Nie zapominamy, że
  • dbamy o systematyczność,
  • nie porównujemy się z innymi,
  • nie oczekujemy, że po dwóch tygodniach będą efekty i nie poddajemy się,
  • mierzymy swoje wymiary ( talia, biodra, udo i przedramię – w najszerszym punkcie),
  • robimy sobie dwa zdjęcia przed i po w tym samym stroju (nie musimy nikomu go pokazywać, robimy to dla siebie, by zobaczyć efekty).
Ja wybrałam trening z Nike ( więcej o treningu: http://bit.ly/1SPgyFs), z którym ćwiczyć będę już drugi miesiąc. Zwiększyłam poziom i ilość treningów – 4 treningi domowe, do tego 2x bieganie i moje ukochane treningi taneczne. To duże wyzwanie, wymagające bardzo dobrej umiejętności zarządzania czasem 🙂 ale podobno cel uświęca środki 🙂
Możesz to olać i siedząc dalej na kanapie czekać na cud, powtarzając w kółko – „ja to nie mam czasu na takie rzeczy” lub pozostać wiernym obserwatorem, by pewnego   dnia się przekonać, że to jedyna droga jeżeli chcesz mieć zdrowe i szczupłe ciało. Tylko po co czekać?
Przyłącz się dziś!
Sierpniowe wyzwanie uważam za rozpoczęte! 🙂
Pamiętaj Twoje nawyki zależą od Ciebie.
Do dzieła!
ChO.
PS. Jeżeli masz jakieś pytania, wątpliwości pisz śmiało (charlotteoya@gmail.com) 🙂 jeżeli chcesz się podzielić ze mną swoją metamorfozą, pisz!:) będę szalenie szczęśliwa, razem z Tobą 🙂

W poszukiwaniu siebie – mapa myśli

Stoi tam, od kilkunastu minut, dziwnie przyglądając się lustrzanemu odbiciu, jakby osoba, którą widzi była kimś zupełnie obcym. A może jest? co ona o sobie wie? czy wie ile osiągnęła? czy zna swoją wartość? czy pamięta jeszcze co sprawiało jej przyjemność, co dawało szczęście ? a może zgubiła klucz do szufladki o nazwie marzenia? czy ona w ogóle wie gdzie chciałaby dojść?

A Ty jak dobrze znasz siebie? 
Na pierwszy rzut oka, wiele rzeczy, takie jak wady, zalety, bądź to co lubimy robić, wydaje się oczywiste, ale gdy zaczniemy analizować krok po kroku nasze życie, okazuje się, że marzenia, plany, talenty zostały rozmyte przez czas i obowiązki.
Jeszcze w trakcie studiów poznałam doskonała metodą wspomagającą naszą, lubiącą zawodzić pamięć – mindmap, czyli mapa myśli. Jest to sposób wykorzystywany bardzo często w kreatywnej pracy i przy projektach zespołowych.
Mi posłuż do poznania bliżej siebie 🙂 ale może okazać się przydatny, gdy poszukujesz swojego celu. pasji, idziesz na rozmowę kwalifikacyjną, bądź szukasz drogi dalszego rozwoju, lub też gdy chcesz coś zmienić w życiu.
To będzie burza mózgów, a właściwie jednego – Twojego 😉 Skup się na sobie i postępuj według poniższych reguł 😉 :
  1. Chwal się! Często wstydzimy się przyznać przed innymi tego co potrafimy bądź co osiągnęliśmy, tutaj spowiadamy się tylko przed sobą, także skromność do kieszeni.
  2. Sięgaj pamięcią. Zastanów się , przeanalizuj całe swoje życie. Nie musisz zamknąć tego „projektu” w jednym dniu.
  3. Papier i ołówek w dłoń – korzystaj z tradycyjnej metody notowania, daje większą swobodę.
  4. Kto pyta nie błądzi.  Często widzimy siebie w dużo gorszym świetle niż jest to w rzeczywistości, zapominamy o rzeczach, które udało nam się osiągnąć bądź zaniżamy ich wartość – na pomoc przychodzą najbliżsi. Zapytaj rodzinę, przyjaciół o to jak Cię widzą.
  5. Spraw by Twoja mapa była czytelna – stosuj kolory, rysuj obrazki (nawet te najbardziej trywialne – mają za zadanie utknąć w Twojej pamięci), stwórz strukturę drzewka z rozgałęzieniem, twórz połączenia między gałęziami.
  6. W środku umieść słowo JA, a dokoła  wypisz wszystko co wpływa na Ciebie, Twoje decyzje i życie. Poniżej parę przykładów, co możesz wpisać do swojej mapy, ale dostosuj to do siebie i twoich potrzeb.
  • cele/marzenia – wypisz wszystkie cele, które przychodzą Ci do głowy, napisz ich datę zakończenia i co potrzebujesz by je osiągnąć,
  • talenty – przypomnij sobie wszystko w czym byłeś dobry, nawet te rzeczy z dzieciństwa, może okazać się, że pewnego dnia uda Ci się to wykorzystać,
  • zalety – to trudna część, ale zastanów się dobrze, na pewno jest ich sporo, obróć je w narzędzia do wytyczania drogi rozwoju,
  • wady – bądź szczery, zastanów się co możesz zrobić aby je zminimalizować,
  • co sprawia Ci przyjemność – wszystkie elementy, które uda CI się wypisać, koniecznie uwzględnij przy wytyczaniu celów,
  • co Cię unieszczęśliwia – nie musi robić czegoś tylko dlatego, że to robią to inni. Znajdź swoją drogę, nawet jeżeli będzie „inna”,
  • pasje – jeżeli nie potrafisz nic tu umieścić, wróć, do punktu o talentach, bądź tym co sprawia Ci przyjemność, być może tam jest wskazówka 😉
  • osiągnięcia – te małe i duże,
  • priorytety – zastanów się, co jest dla Ciebie w życiu ważne,
  • rozwój – gdzie widzisz siebie za 10 lat, gdzie chciałbyś być i co robić.
Każdy z punktów możesz rozpisać na kolejne podpunkty np. rozwój, na karierę i finanse, to połączyć z wyznaczonymi celami; zdrowie, na ciało i umysł, a to może doprowadzić Cię do wprowadzenia zdrowego stylu odżywiania i dbania o kondycję fizyczną i tak dalej.
Stworzeni mapy pomoże przeanalizować Ci wiele aspektów Twojego życia. Być może odnajdziesz to czego szukasz od razu bądź będziesz musiał jeszcze trochę poczekać. Ale bądź cierpliwy, tak skonstruowaną mapę włóż w miejsce do którego zawsze będziesz mógł zajrzeć.
ChO.
PS. Pamiętaj, że robisz to dla siebie.

Jest plan

Do wakacji został jeszcze miesiąc, więc nie poddaję się i pracuję dalej, a w między czasie opracowuję nowy plan tanecznego rozwoju.

CEL traktuję jako projekt, a siebie jako jego managera i wykorzystuję wiedzę zdobytą w trakcie studiów z dziedziny zarządzania projektami. Dlatego w moim życiu musi być plan.

Organizacja i planowanie to mój sposób na motywację do systematycznej pracy. Do tego dodaję działanie i krok po kroku dążę do realizacji celu. Dla tych długoterminowych plan to przypominajka, by w ferworze kreatywności, bądź chwil słabości nie zapomnieć o tym do czego się dąży. Dla krótko – by pogodzić je ze wszystkimi obowiązkami dnia codziennego i zmieścić się w 24h godzinach.

Moimi kamieniami milowymi są najczęściej turnieje bądź wydarzenia publiczne, do których się przygotowuję.

Dlaczego? – bo to sprawdzian, w trakcie którego w warunkach stresowych ciało tańczy, to co stało się już dla niego nawykiem. Wszystkie pozostałe elementy pomimo, że podczas treningu wyglądały idealnie, zostały zweryfikowane i trafiają do worka z napisem „do poprawy”. W ten sposób otrzymuję gotowy feedback i wiem nad czym pracować.

W swoim czarnym notatniku (bo jestem zwolennikiem tradycyjnego planowania) do listy TO DO zapisuję:

  • poprawę kondycji,
  • mówiąc językiem mojego Pro – Stanie w parkiecie – czyli ciało osadzone jest w parkiecie, ruch wychodzi od nogi i zachowujemy równowagę (brzmi jak nic trudnego, gorzej praktyce),
  • poprawa dynamiki („szybkie” nogi, głowa i ciało w obrocie – to tak w wielkim skrócie),
  • focus (taneczna nomenklatura) czyli wzrok w kierunku tańca i kontakt z publicznością,
  • taniec w rytmie (bo zdarza mi się z niego wypadać – to trochę tak jak w trakcie wystąpienia publicznego zaczynamy ze stresu mówić coraz szybciej, nie słysząc samych siebie),
  • elastyczność (może jakiś szpagat),
  • praca nad wyglądem ciała (oczywiście włączając w to odpowiednią dietę),
  • do tego wszystkiego dorzucam naukę nowego tańca i show dance,
  • nie zapominając o utrwalaniu i udoskonalaniu dotychczas nabytych umiejętności.

Lista jest długa, a że według teorii cel musi być realny i mierzalny, termin to pół roku, a miarą będzie czterech zatańczonych tańców pod rząd, z czego ostatni z taką samą dynamiką, osadzeniem w parkiecie, rytmem i focusem, jak pierwszy.

Jeżeli i Ty chciałbyś skorzystać z tej metody – pamiętaj!:

Cel to Projekt.

Ty – to jego Manager.

Zrób plan, termin, wyznacz kamienie milowe, punkty kontrolne, osoby i rzeczy, które będą niezbędne do jego realizacji. Już na starcie wypisz sobie potencjalne problemy które możesz napotkać i sposoby jak je rozwiązać. Zastanów się co Cię motywuje i w chwilach gdy masz ochotę się poddać zajrzyj do tej listy. Działaj, nie zwlekaj 😉

ChO.

PS. Taka jest moja metoda, a jak jest Twoja?

Ewa Chodakowska nie dla każdego.

Jak nie w Polsce to w Chicago! 🙂 ale trening z Ewką zrobiony no i zdjęcie z Chodawkowską jest 😉

Spotkanie z nią dało mi do myślenia. Długo się zastanawiałam na czym polega ten podział na zwolenników Ewki i przeciwników Chodakowskiej.

Nie ćwiczę z Ewą często, właściwie to rzadko, co nie oznacza, że jestem na NIE. Mam większość jej płyt i książek 🙂 Te treningi traktuję jako dobre urozmaicenie. Jednak nie byłabym szczera gdybym nie przyznała, że to Ona wdrożyła mnie w Ten świat. Dzięki niej dowiedziałam się, co oznacza Zdrowa dieta, jak to jest kiedy coś, co do tej pory wydawało Ci się katorgą, staje się nieodłącznym elementem dnia. Teraz idę swoją drogą, poznaję różne metody, różnych trenerów, zgłębiam wiedzę i przede wszystkim CHCĘ, czuję potrzebę.

Dzięki swoim działaniom Ewa odniosła ogromny sukces i powinniśmy jej tego szczerze gratulować, a nie starać się rozliczać i wytykać błędy. To właśnie Ta Chodakowska zmieniła myślenie wielu Polaków, pomimo, że nie przekazała innych informacji niż były dotychczas dostępne, to jej metoda komunikacji okazała się skuteczna. Znalazła sposób na dotarcie do milionów kobiet, pokazała, że gdy dbasz o siebie to nie znaczy, że zaniedbujesz kogoś lub go ranisz, uświadomiła, że decyzja i wybór należy do Ciebie i w końcu tysiącom pomogła uwierzyć w siebie.

Dziś jest ich wielu – Motywatorów. Dostajesz od niech darmowy przepis na zmianę, na sukces lub na osiągnięcie marzeń. Możesz go wziąć lub odrzucić. To tak jakby ktoś ofiarował Ci prezent. Od Ciebie zależy co z nim zrobisz. Nawet jeżeli zdecydujesz się go nie przyjąć, to wątpię, że skrytykujesz kogoś, tylko za to, że chciał Ci coś podarować.

Mamy XXI wiek i wolność słowa.. ale skoro 1,4 miliona ludzi na świecie uważa, że Ewka jest dla nich świetną inspiracją i to dzięki niej podjęli walkę o własne szczęście, to po jaką cholerę ( przepraszam za wyrażenie), ktoś komu nie odpowiadają jej poglądy czy metody wyraża swoją opinię, nacechowaną tysiącem negatywnych emocji.

Od czasu pojawienia Social Media coraz więcej ludzi głosić swoje poglądy publicznie – online. Odwagę czerpią z osłony, którą jest ekran ich komputera, dający pewnego rodzaju anonimowość i ochronę.

Kochani ! Nie mylmy Asertywności z Agresją i Atakiem. Bo to pierwsze A nie ma nic wspólnego z drugim i trzecim A.

Masz prawo do własnego zdania, wyrażania swoich emocji, mówienia NIE i krytykowania, ale rób to konstruktywnie, nie obrażając nikogo. Nie każdy musi być taki jak Ty, myśleć tak samo i czuć to samo, zachowaj elastyczność i wrażliwość na innych.

Wymyśliłam parę prostych funkcji logicznych zachowania w takich przypadkach:

  • Jeżeli nie potrafisz zacząć działać, to nie krytykuj innych, którym się to udało.
  • Jeżeli nie odpowiadaja ci metody nauczania, to nie krytykuj i znajdź inne.
  • Jeżeli nie akceptujesz danego rodzaju motywacji, to nie krytykuj i poszukaj w innym miejscu.
  • Jeżeli narzekasz, że nie masz wolnego czasu, ale Twoje krytyczne opinie pojawiają się w sieci, to zacznij zmianę od siebie i zrób coś co sprawi, że będziesz szczęśliwy, pełen pozytywnej energii i fluidów.

Cho.

PS. Dzięki Ewka.

Pierwszy turniej, pierwsza rumba i obiecany film :)

Dziś dziele się z Wami moim tańcem widzianym oczami widza, a właściwie z punktu widzenia kamery, bo jest to jednak szklana ściana, która dzieli oglądającego od prawdziwej atmosfery i emocji.

Czy jestem z siebie zadowolona?

To pytanie często słyszę i przyznam, że odpowiedź nie jest jednoznaczna, nawet dla mnie.

Na pewno jestem dumna z samej siebie i czuje się spełniona. Ponadto, niezmiernie cieszę się, że efekty mojej pracy zostały docenione również przez innych i udało mi się dotrzeć na szczyt podium.

Najczęściej sami dla siebie jesteśmy największymi krytykami. Czy jest to dobre, czy złe, to kwestia dyskusyjna. Jednakże jeżeli potrafi nas to zmotywować do dalszego działa, wydaje się jak najbardziej pozytywem.

Mój wewnętrzny krytyk jest bardzo surowy i nie dokońca pozwala mi się cieszyć z tego co wytańczyłam. Kiedy po raz kolejny oglądam film, w którym gram rolę pierwszo-planową, widzę tysiące błedów, które popełniłam i zauważam jak wiele trzeba poprawić. Zamykam oczy, nie chce patrzeć.

Turniej, zawody, konkurs każde z tych wydarzeń to moment sprawdzenia dotychczas nabytych umiejętności, z którym wiąże się ogromny stres i dużo emocji.

Mój Pro powatrza, że taniec to zbiór nawyków, które ciało zapamiętało poprzez setki treningów i tysiące powtórek. Każdy moment stresujący to sprawdzian, który powoduje, że walcząc z emocjami, elementami rozpraszającymi, ciało wraca do tego co pamięta najlepiej, czyli strefy w której czuje się bezpiecznie. I może Ci się wydawać, że znasz choreografię na pamięć, że wykonujesz wszystko poprawnie i nawet gdy na ostatnich treningach Twój taniec będzie doskonały – turniej i stres z nim związany zweryfikuje nawyki.

Moje ciało nie ma jeszcze tanecznych nawyków, a do perfekcji kawał drogi i jeszcze trochę. Nie zatańczyłam tak jak sobie to wyobrażałam, nawet nie było to bliskie temu jak potrafiłam zatańczyć na treningu. Ale pomimo to, ciesze się, że mogłam tam być i zobaczyć jak to jest tańczyć przed publicznością sięgająca kilkuset osób, oddając im to co posiadam – pasję. To ogromne doświadczenie i niezapomniane wspomnienia.

Patrząc z perspektywy dwu miesięcznej pracy – chyba mogę powiedzieć, że to co wykonałam to kawał dobrej roboty.

Na perfekcję i profesjonalizm pracuje się latami, jak nie całe życie, ale to pasja napędza tą machinę. Teraz gdy przekroczyłam granicę progu drzwi do świata tańca ruszam dalej, pełna motywacji , pomysłów i planów.

Obiecałam i dziele się moją pierwszą rumbą: http://youtu.be/TnveR0JSqUU

Cho.

PS. Największą nagrodą były dla mnie Wasze wrażenia. Gdy podchodziliście, gratulowaliście i mówiliście jak bardzo Wam się podobało – dziękuję! To było niezwykłe uczucie.