listydoja

Listy do JA – pewność siebie

Wychodzę, ubrana w piękną, ale skąpą kieckę odkrywającą dużą część mojego ciała.  Każdy skrawek jej materiału odpowiada na ruch bioder, powodując fale. W głowie powtarzam sobie: nie bój się dasz radę, dasz radę, dasz radę. Mijam przyjaciół, słysząc w oddali ich okrzyki, powtarzające w nieskończoność moje imię.  Uśmiecham się, a broda lekko unosi się ku górze, jakby w jedną sekundę przybyło mi odwagi i mocy. Zatrzymuję się, wyciągam rękę do góry, a nogę odchylam w bok, napinając jednocześnie mięśnie. W oczekiwaniu na pierwszą nutę, dostrzegam w lustrzanym odbiciu siebie.

O nie!! w tej pozie moje udo nie wygląda najlepiej. Cholera, obiecałam sobie, że schudnę!
A może jak wciągnę brzuch jeszcze bardziej, będzie lepiej i nikt nie zauważy? Czy oby na pewno dobrze zapięłam zamek? A jak za chwilę po pierwszym wychyleniu zostanę bez niczego? Dlaczego nie wybrałam tej sukienki, która zakrywa bardziej tyłek? 

Nieskończona sekunda trwa, a ja stoję gdzieś na środku olbrzymiej powierzchni otoczonej tysiącem twarzy, z wirującymi myślami. Czy oni się ze mnie śmieją? Czy ten grymas oznacza dezaprobatę? Na sto procent zauważyli mój cellulit. A jak się pomylę? Jaki był do cholery pierwszy krok? 

Wybija godzina zero, muzyka ruszyła. Zamykam oczy, przełykam ślinę i odliczam, by wejść w rytm. Chwilę później jestem już nad parkietem, nie ma przeszłości i przyszłości, jest tu i teraz. Uśmiecham się. Nie liczy się to jak wyglądam, to co myślą inni, daję z siebie wszystko, bo chcę. Ocenie podlega moja praca i nabyte umiejętności. 

Pamiętam to uczucie, gdy stojąc na podium przez myśl mi nawet nie przeszło, że wyglądam inaczej, niż bym chciała albo, że nie znam dodatkowo 3 języków, czy, że nie jestem asem w kwestiach analizy finansowej. I nie chodziło nawet o medale czy miejsca, tylko parę miesięcy mojej pracy, która przynosiła efekt w postaci dumy i spełnienia oraz dała dawkę motywacji na realizację nowych celów.

Kochana, wiem, że jest Ci ze mną ciężko. I wiem, że nie zawsze mnie rozumiesz, kiedy na siebie narzekam. Ale to prawda:

  • Tak, jestem wymagająca wobec innych, a najbardziej wobec siebie.
  • Tak, nie zawsze moja krytyka wobec siebie samej jest uzasadniona.
  • Tak, muszę zrobić 100 zdjęć, by wybrać jedno.
  • Tak, spędzam godzinę czasu na poranne szykowanie.
  • Tak, zazwyczaj nie mam się w co ubrać.
  • Tak, mam problem z wyborami i podejmowaniem decyzji.
  • Tak, jestem Zosią Samosią.
  • Tak, chcę zrobić sto rzeczy na raz.
  • Tak, czasami próbuję zrobić z siebie robocopkę.

Przepraszam Cię. Wiem, że to ma wpływ i na Ciebie. Moje, podyktowane emocjami  i brakiem pewności siebie, nastroje… Nie robię tego celowo, ja po prostu chcę czuć się dobrze sama ze sobą. Czy Ciebie nie frustruje to, że ludzie, a szczególnie mężczyźni nie rozumieją tego, że my – kobiety (posłużę się zbiorową potrzebą) nie „stroimy” się dla nich, nie robimy wszystkiego na pokaz i by ktoś nacieszył oko albo był zazdrosny. Oczywiście, miło nam gdy ktoś nas doceni, gdy usłyszymy komplement, pochwałę, gdy kogoś zainspirujemy – to ludzkie, każdy tego potrzebuje bez względu na płeć i wiek. Poziom IQ i to, czy jako żeńska część społeczeństwa jesteśmy lewo- czy prawo-półkulowcami, nie wpływa na fakt, że w naszej głowie przez 24 godziny na dobę zachodzi proces analizy. Potrzebujemy wsparcia bliskich, ich motywacji, akceptacji tego, jakie jesteśmy. Krytyka,  umniejszanie problemów, porównywanie – nie pomoże.

ALE NAJBARDZIEJ NA ŚWIECIE CHCEMY ZAAKCEPTOWAĆ SIEBIE I CZUĆ SIĘ DOBRZE SAME ZE SOBĄ. Chcemy popatrzeć na siebie w lustro z dumą i powiedzieć sobie: ‚naprawdę mądra i fajna z Ciebie babka’ albo ‚dałaś radę mała’. Potrzebujemy czuć się piękne, silne i spełnione, zachowując przy tym swoją kobiecość, wrażliwość i możliwość bycia sobą.

Pewność siebie to suma codziennej walki o piękniejsze ciało, umysł i duszę oraz zrealizowane marzenia i plany. To wszystko to co robimy, osiągamy, nad czym pracujemy. 

Ty to wiesz i ja,  rozumiemy się w stu procentach, tylko czasem o tym zapominamy. Dlatego cieszę się, że jesteś i mnie wspierasz, to dodaje mi skrzydeł.

ChO,

PS. Tak dla przypomnienia: fajna z Ciebie kobietka! – walcz o swoje :*

 

Reklamy

Listy do JA – marzenia

Kochana,

Pamiętasz jak kiedyś w letnie popołudnia przesiadywałyśmy na białym parapecie w babcinym domu? Przez otwarte okiennice, przebijając się przez strumień kropli, wpadały promienie słońca, a za nimi można było zauważyć barwny most prowadzący do nieba. Tajemnicze ‚kiedyś’, posiadające termin „jak będę dorosła” , w oparciu o dziecięcą fantazję, powodowały, że wszystko wydawało się możliwe. Pieniądze, polityka, religia, stereotypy i to co wypada, a co nie, nie mogło stanąć na drodze marzeniom. Część z nich silnie zakorzeniając się w podświadomości przez wiele lat popychała do podejmowania decyzji, aż w końcu doprowadziła do miejsca, w którym jestem.

Wiesz, że ja nadal wierzę? nie w moc marzeń, ale w to, że jestem w stanie je spełniać. Wiele osób powtarza mi, że mam zbyt wysokie ambicje, co w dawnym języku oznaczało wybujałą wyobraźnię. Słysząc to, uśmiecham się tylko. Wokół mnie zostają Ci, którzy motywują, by iść po więcej, bądź gdy dostrzegają, że frunę w nieodpowiednią stronę, pomagają zmienić kierunek lotu.

Znasz mnie kiedyś przeklinałam moją dwojaką osobowość, ale dziś doszukuję się w niej zalet. Będąc zodiakalnym bliźniakiem, zawarłam pakt i współpraca mojego teamu przynosi efekty. Wyobraź sobie, że gdy ta pierwsza – Wizjonerka sobie coś wymarzy, to ta druga Realistka przeanalizuje, określi termin i sposób realizacji. I tak właśnie w mojej wewnętrznej fabryce marzenia zamieniają się w cele, a mała dziewczynka z fantazją staje się kobietą z wizją.

A właśnie a pro po wizji, czy pokazywałam Ci kiedyś mój mały, czarny, kwadratowy notes? Wygląda zwyczajnie ale jest w nim coś magicznego i jest bardzo osobisty, bo zawiera wszystkie moje pragnienia. Białe kartki zapełniają się stopniowo słowami, a te po pewnym czasie zamieniają się w rzeczywistość – i to jest ta magia. Zapisuję, wykreślam i dopisuję, a lista ciągle rośnie. Przewracam strony z poczuciem spełnienia, przypominając jak wiele jeszcze mam do zrobienia. Natomiast jeden z moim dobrych znajomych, na pewno go poznałaś kiedyś, wszystko o czym sobie zamarzy, zapisuje na kredowej ścianie między salonem, a kuchnią. Odwiedzając go nie tak dawno miałam okazję widzieć tę okazałą listę, a teraz obserwuję jego fejsbookową tablicę, na której dzieli się zrealizowanymi celami. Musze przyznać, że jest to dla mnie bardzo inspirujące.

Przykładów i sposobów mogłabym podać Ci jeszcze kilka, ale wrócę do meritum. Spotykam osoby niezadowolone z życia, narzekające na wszystko co możliwe i tak zastanawiam się, co stoi na przeszkodzie ich marzeniom? Co nie pozwala im, ich zrealizować? Nieustannie szukając inspiracji, znając swoje zalety, talenty i pragnienia oraz mając wokół siebie ludzi, którzy w Ciebie wierzą, nawet przez myśl mi nie przejdzie, że się nie uda.

Dziś rozkoszując się uczuciem spełnienia i promieniami słońca, wpatruję się w lazurową wodę, zamykam oczy i znowu marzę, bo wierzę, że się uda i zrobię wszystko, by tak się stało.

ChO

PS. Przesyłam Ci pozdrowienia ze Złotej Zatoki w Hiszpanii – jest bajecznie.

 

Listy do JA – kompleksy

Tak, jak każdy mam kompleksy. Tak, akceptuję siebie, a wobec wszystkiego co mogę w jakikolwiek sposób sama zmienić, mam plan, który systematycznie wdrażam.

Mimo wszystko ostatnio, dużo narzekam. A może zawsze tak było?

W sumie to przecież mogę wiem, kto mi zabroni? Tylko po co? Co mi to daje?

Olka, by powiedziała pogadaj sobie, ulży Ci….

Tylko czy, aby na pewno? Czy wypowiadaniem negatywnych myśli rozwiążę problem? i czy przez to całe gadanie, które na początku przypomina ciemną chmurę wiszącą na niebie, a w pewnym momencie przemienia się w ulewę, burzę i wichurę powodującą całkowite zniszczenia wszystkiego co dookoła, dojrzę słońce?

Rozważmy różne opcje.

Przypadek 1.

Znajduję słuchacza – koleżankę, z wyobraźnią, której udziela się aura pogodowa. W prognozie tornado, bez szansy na rozpogodzenia! A nam dwóm, meteopatkom pozostaje zamknąć się w domu, zasłonić rolety, napić się wina i płakać.

Przypadek 2.

Znajduję słuchacza – koleżankę – pogodynkę. Meteorologiem, bym jej nie nazwała, bo na podstawie jakich badań, czy teorii twierdzi: „Ty i kompleks, niby gdzie? Nie przesadzaj.” albo „taki problem to nie problem, inni mają gorzej”. Generalnie na swojej plastikowej mapie z uśmiechem przykleja mi małe słoneczko, co miej więcej oznacza „u Ciebie słońce a w pozostałej części deszcz”.

Przypadek 3.

Nie znajduję słuchacza. Rozmawiam sama ze sobą, tzn z Tobą. Albo to może już moje myśli są głośniejsze niż wypowiadane słowa. W razie nagłej trąby powietrznej robię zapasy jedzenia i czekolady. Na szklanym ekranie przez godzinę doszukuję się słońca – i Eureka! jest – piękne okrągłe mieniące się wszystkimi odcieniami koloru żółtego. Po kolejnej godzinie zdaję sobie sprawę, że nie dam rady go stamtąd wyciągnąć. Wieczorna kąpiel, a w lustrzanym odbiciu dostrzegam błyskawice. Czy już zwariowałam? Kładąc się spać myślę sobie burza, burza, burza. Wstaję rano i co – burza! Czy jestem magikiem?

Przypadek 4.

Nie szukam słuchacza. Kupuję parasol. Wracam do domu, pomimo ulewy suchutka, ale zakupiony sprzęt uległ zniszczeniu. Wichura szaleje, więc latam jak oszalała uszczelniając wszystkie okna. Nakładam stopery do uszu, by nie słyszeć gromów. Chowam się pod ciepły koc i czekam, aż przejdzie. A jak nie to jutro będzie nowy dzień, mam jeszcze kurtkę przeciwdeszczową.

Musi być jakiś przypadek 5 i  niezależnie czy pogadałam, czy nie, rozwiązanie istnieje. Muszę je znaleźć bo inaczej się pochoruję przez tą pogodę.

Na ten temat mogłabym rozwodzić się długo, posługując się różnymi metaforami. Niesamowite jest to jaką kompleks może mieć moc niszczącą, a jego rozmiar może osiągnąć rangę największego problemu i doprowadzić do kataklizmu. Doskonale zdaję sobie sprawę, że narzekaniem nic nie wskóram. Co więcej wiem też, że to dotyczy to każdego: Marty ze sklepu pod blokiem, która nigdy się nie uśmiecha, Pani dyrektor, która pokazując śnieżno białe zęby mówi mi: nie widzę możliwości współpracy, a także instagramowej gwiazdy z hashtagiem #życiejestpiękne. Nie jest to pocieszające ale pozwala zrozumieć, że nie mogę skupiać się na tym, że ktoś ma lepiej, a tym bardziej gorzej, tylko iść obraną drogą i pracować nad sobą.

Wszystko to wiem, tylko od czasu do czasu muszę sobie to przypomnieć, by mieć pewność, że ta długa i kręta droga na szczyt w moim przypadku z parasolem w ręku prowadzi w stronę słońca.

Jeszcze o tym pogadamy, a w między czasie może uda mi się spisać w punktach jak radzić sobie z problemem jakim są kompleksy.

Charlotte

PS. Dobrze mieć takiego kompana jak TY 🙂