amatour

Metoda małych rzeczy

Prawie miesiąc przygotowań za mną i nie cały przede mną. Złość, zmęczenie, a czasem rozczarowanie, przemieniające się w samozadowolenie i poczucie triumfu nad słabościami to gama uczyć towarzysząca przez ostatnie tygodnie.

Taniec daje ogromnie dużo przyjemności i satysfakcji, ale wymaga pokonywania fizycznych i mentalnych barier. To nie tylko piękne pozy, to ciężka praca nad każdym najmniejszym mięśniem w ciele, każdym ruchem i gestem. Taniec to piękny obraz, pod którym kryje się ogromna ilość treningów, wylanego potu i zjedzonych nerwów. Poczucie wstydu, dystans intymny i problemy z dnia codziennego, czy życia prywatnego nie mogą mieć miejsca. Bo w każdym tańcu, nawet tym ,który wydaje się z pozoru „powolnym przytulańcem”, nie ma miejsca na chwilę przerwy, każdy krok to mnóstwo energii wkładanej w jego wykonanie.

Dialog z wczorajszego treningu:

Ja: Wykonałam ten krok już chyba 1000 razy i nadal mi nie wychodzi, jestem beznadziejna..

Pro: I wykonasz 2000 i może za 2050 Ci wyjdzie, a może będziesz musiała powtórzć to jeszcze kolejne 1000 razy. Uwierz w siebie i się nie poddawaj. Jak nie spróbujesz to się nie przekonasz.

Cel to nie wszystko. Sam talent nie wystarczy. Każdy sukces to prosta receptura składająca się z działania, samozaparcia i cierpliwości.

Nigdy nie garnęłam się do gotowania, wymigiwałam się podśmiewując „ wszystko co mieści się do mikrofali, potrafię ugotować” 🙂 A teraz robię czasem cztery, czasem pięć posiłków na dzień, które nieskromnie powiem nie tylko wyglądają tak, że chce się je od razu schrupać, ale przy tym są zdrowe i smaczne:)

10743315_10205370585326425_934820968_n

Nigdy nie potrafiłam zrobić szpagatu, ale nie włożyłam grama wysiłku, by się do tego przygotować. A teraz jestem tuż tuż od jego wykonania i przede wszystkim nie wyobrażam sobie treningu bez ćwiczeń rozciągających.

Delektuję się każdym kęsem i czerpię satysfakcję, gdy komuś smakuję, to co ugotuję. Dumna jestem z efektów moich wysiłków i treningów, i pomimo że dla kogoś mogą nie być one powalające, wiem ile pracy włożyłam, by dotrzeć tu, gdzie jestem.

Bo najważniejsza w drodze do celu jest jest sama droga i radość z każdego najmniejszego sukcesu, który przybliża nas do jego realizacji. Dlatego…

  • mierzymy wysoko, ale bądźmy dla siebie wyrozumiali i mili,
  • każdego dnia róbmy mały krok na przód pokunując swoje słabości,
  • porównujmy się nie do tego, gdzie chcemy być pewnego dnia, tylko do tego, gdzie byliśmy parę dni temu,
  • bądźmy wdzięczni i cieszmy się z najmniejszych efektów.

Wspomnę słowa zdolnej i pięknej aktorki, której nie dane było długie życie, ale to wszystko co dostała można nazwać szczęściem, na które sama sobie ciężko zapracowała. Jeśli rzeczy małe nie będą cię cieszyły, to i duże nigdy nie ucieszą” Anna Przybylska.

Cho

PS. Zdradzę Wam, że rumbową choreografię już mamy, teraz jeszcze chacha i może… coś jeszcze 🙂

Do zobaczenia wkrótce 🙂

Reklamy

Od małej dziewczynki z marzeniami do kobiety z wizja..

Kiedy się nad tym chwilę zastanowię to właściwie to było od zawsze ze mną i we mnie, tylko nie do końca wiedziałam co z tym zrobić – odpowiadam zapytana o miłość do tańca.

Przerzucam kartki w albumie wspomnień i otrzymuję skrawki momentów, które niczym elementy układanki tworzą jedną całość. Retrospekcja uczuć powoduje, że wszystko nabiera barw i zaczyna mieć sens.

Prawdopodobnie początków mogłabym doszukiwać się tam gdzie moja pamięć nie sięga. Bo czy marzenia są dziedziczne? A może pasję można otrzymać w dniu narodzin? Budzi się i rozwija wraz z nami, zarażając każdą komórkę naszego ciała nieznaną dla nas mocą.

Moja ukochana mama w wyniku niesprzyjających okoliczności porzuciła taniec w wieku nastoletnim, a niespełnione marzenia próbowała przelać na mnie – nieskutecznie. Parę lat później gorzko pożałowałam tej decyzji…żałuję do dziś. Czas płynął i z roku na rok do drzewka marzeń wkradało się ‚to nie jest najlepszy moment, ale przyjdzie taki dzień…’.

I tym sposobem przez 25 lat mojego życia taniec był we mnie, a właściwe to obok mnie.

Uczucie, które mi towarzyszyło porównałabym do stania za zamkniętymi drzwiami. Zza których dobiegają dźwięki cudownej muzyki, w rytm której każda najmniejsza część mojego ciała zaczyna wibrować. Stoję tam i wewnętrzny głos podpowiada mi – No idź. Mój umysł w tym samym czasie buntuje się mówiąc – po pierwsze nie wiesz jak wejść, podrugie nie masz klucza i nie masz pojęcia gdzie go szukać, poza tym nawet nie wiesz co jest za tymi drzwiami. Nawet wtedy jak znalazłam sposób, a potem pojawił się ktoś kto te drzwi przede mną uchylił, bałam się je otworzyć. Wiedziałam, że jeżeli nie wejdę do środka dziś, może już nigdy nie będę miała takiej szansy. I do końca życia będę stała za nimi, nie wiedząc czym jest to coś co potrafi sprawdzić, że chce latać.

Kiedy tańczę moja czasoprzestrzeń w niezrozumiały dla mnie sposób ulega zakrzywieniu. Tam znajduję ogień i ukojenie jednocześnie. Wyrażam siebie i nie boję się pokazać uczuć i emocji. A wszystko jest takie szczere i prawdziwe. Cały mój świat zaczął tańczyć. Pojawiły się nowe projekty, nowe cele, plany i kreatywność przestała mieć granice. Niedziela przestała być końcem tygodnia, a poniedziałek jego początkiem. Weekendy nie istnieją, a ja pomimo wszystko mam coraz więcej energii. Jestem na początku swojej drogi i mam świadomość, że przede mną ciężka praca, ale apetyt rośnie w miarę tańczenia 🙂

Cho.

PS. Pamiętaj nigdy nie jest za późno! Już wkrótce postaram się to udowodnić 🙂