dance

Fotorelacja z turnieju Salt Cup 2014 w Wieliczce

To był wspaniały dzień… Zapamiętam go do końca życia. Mój pierwszy turniej tańca, na którym zatańczyłam rumbę i chachę, na trzech poziomach – bronze, sliver i gold. Niesamowite przeżycia, emocje nie do opisania i niezapomniane wspomnienia, którymi chciałabym się z Wami podzielić… Właśnie to jest dla mnie najważniejsze – to uczucie, które towarzyszyło mi przez cały dzień i satysfakcja z osiągniętego celu. Jednakże cieszę się, że moja ciężka praca i jej efekty zostały docenione i udało mi się zająć pierwsze miejsce we wszystkich kategoriach, których zatańczyłam. To olbrzymia dawka motywacji do dalszych działań 🙂

10380656_709436369133446_2081832802637290901_o1403330_746335822087613_134026357215153633_o 1276191_746485682072627_8981573504495645163_o10011721_746306128757249_4656128276149831148_o-2 10272739_746484198739442_5587711916715510338_o 10557101_746484085406120_7976577680352465471_o IMG_1182 IMG_1084 IMG_1177 IMG_1178 IMG_1179 IMG_1058 IMG_1183 IMG_1057 IMG_1056 IMG_1228 IMG_1269 IMG_1317 IMG_1329 IMG_1385 IMG_1363 IMG_1424

Dziękuję wszystkim, którzy wspierali mnie myślami i tym którzy byli ze mną tam na miejscu, w szczególności moim ukochanym rodzicom i przyjaciółce – szalonej Jo 🙂 Szczególnie chciałabym podziękować mojemu Pro – Piotrowi Lewandowskiemu, bez którego nie byłabym w stanie tego osiągnąć. Dzięki Piotr, jesteś Wielki!! A wkrótce video relacja i trochę więcej, z serducha o moich przeżyciach i odczuciach 🙂

Cho.

Reklamy

Taniec z Gwiazdami – sława, blichtr, tandeta, oklepany format telewizyjny. Czy aby na pewno?

TzG to nic innego jak Pro-Am, o którym już Wam wspominałam, system nauki tańca, gdzie profesjonalista tańczy z amatorem, no może w bardziej gwiazdorskim świetle 😉

Dla jednych kiczowaty lub nudny, dla innych zachwycający i inspirujący. Z pewnością można mówić tu o przerysowanym obrazku tańca wpasowanym w schematy telewizynego show, co przyczynia się do oglądalności utrzymywanej na poziomie 3-6 milionowej publiczności.

Niby „mało tańca w tańcu”, a jednak cekiny, świecidełka, przepiękne suknie i perfekcyjne makijaże powodują, że zza szklanego ekranu telewizora to idealny świat pełny emocji i wzruszeń. A może to tylko możliwość bycia anonimowym , oddzielonym telewizyjną ścianą, członkiem jury buduje jego popularność?

tzg

Nie jestem fanką TV show, a sam telewizor dla mnie mógłby nie istnieć, jednak z wiadomych względów ten program przykuł moją uwagę. Postanowiłam przyjrzeć się temu z bliska, pominąć otoczkę medialną i zajrzeć w jego wnętrze.

Nie obchodzi mnie, ile jest w nim prawdy, czy na ile jest to wyreżyserowana historia. Bo nie da się ukryć, kiedy oglądasz to na żywo, nie wygląda już tak pięknie. Kameralne studio, tłok, chaos i towrzyszący temu upał przez dwie godziny nagrania. Wyuczone teksty, sztucznie nadmuchane emocjonalne momenty, a wszystko to, by przyciągnąć widza. Ale z drugiej strony są tam prawdziwi ludzie, niestety nazywani gwiazdami, co samo w sobie ma nie do końca pozytywny wydźwięk. Mniejsze lub większe osobistości to zwyczajni ludzie, którzy przychodzą tam, by zrealizować plany i spełnić marzenia. Będąc świadkiem tego wydarzenia na żywo możemy jeszcze bardziej dostrzec ich wrażliwość, radość i poczucie spełniania, a czasem smutek i wewnętrzne rozczarowanie w chwilach porażki. Mając ich na wyciągnięcie ręki wczuwamy się w ich emocje, przeżywamy razem z nimi każdy moment. Weryfikacja osobowości następuje w trakcie przerw, gdy kurtyna opada. Jedni pozostają gwiazdami w blasku fleszy, a inni pokazują swoje ludzkie „ja” pełne poczucia humoru, dystansu do siebie i przede wszystkim otwartości na publiczność, której celem było spotkanie swoich idoli.

Sama formuła programu pozwala szybko rozpoznać ich predyspozycje taneczne, bo w tak krótkim czasie talent i wcześniejsze przygotowanie ma największe znaczenie. Aktorzy co nie zatańczą to dograja, sportowcy górują w kwesti sylwetki i wytrzymałości, a piosenkarze wygrywają swoją pewnością siebie i obyciem scenicznym. A to, o czym wspominają często np. Pani Iwona Pavlovic czy Michał Malitowski podczas oceny, zarzucając mało tańca, a za dużo figur zmienia się z odcinka na odcinek. Ciężko oczekiwać, że ktoś, niezależnie od „stopnia gwiazdorstwa”, po siedmiu dniach zatańczy idealną rumbę. Im bliżej finału, tym więcej tańca, bo przecież nie od razu Rzym zbudowano, a tylko praktyka a czyni mistrza 🙂

Patrzę na to z perspektywny członka społeczności pro-am i to co mnie najbardziej interesuje, to właśnie ludzie, a szczególnie ich odwaga i trud wkładany w to taneczne widowisko. Przed tancerzami stoi szalenie trudne zadanie – nauczyć amatora, tańca w tydzień. Przed gwiazdami – ogromne wyzwanie – dzielnie i w pocie czoła przygotować się do każdego odcinka, a następnie poddać swoje umiętności ocenie najbardziej krytycznego jury, jakim jest publiczność telewizyjna. Oprócz głównych bohaterów są też inni, często pomijani i zapomniani. Reżyser, produkcja, scenografia, operatorzy kamer, dźwiękowcy, styliści, choreografowie, orkiestra, to dzięki nim to wszystko nabiera barw i przybiera odpowiednie rozmiary. To sztab ludzi, którzy zostawiają tam swoje serce. Oni wszyscy tworzą coś w rodzaju sztuki teatralnej.

Jakikolwiek nie jest Wasz motywator, drodzy tańczący – szacunek. Nie każdy ma odwagę wyjść i zatańczyć choreografię ćwiczoną przez zaledwie parę/paręnaście dni przed milionową widownią. Zawsze będę wspierać taniec i nigdy-prosty proces spełniania marzeń.

Jasiek Mela, kiedy odpadł z programu, świetnie go podsumował – „Wszystko z zewnątrz wygląda cukierkowo. Publiczność ogląda tylko efekt finalny, a nikt nie widzi, czym to jest okupowane. Wysiłek, ciężka praca, poświęcenia i wyrzeczenia, ból i kontuzje, i wszystko po to by wyjść i zatańczyć przez półtora minuty.”

Łatwo jest być sędzią i siedzieć na kanapie w bezpiecznym kącie, trudniej podjąć wyzwanie, przekraczać granice komfortu i wyciskać z siebie siódme poty.

Poglądy, piękno, sztuka i taniec, zawsze będą kwestią sporną, wysiłek jako czyn dążenia do realizacji celu– nigdy.

Widzieć charakter

Doceniać niuanse

Wrażliwość jury

Gust to menu

Wybór?

Sędzia wie co robi

Albo nie wie.”

Droho

Postanowiłam dorzucić trochę prywaty by zdać Wam również fotorelację z piątkowego wieczoru w TzG 🙂

Wybór osób do zdjęć nie jest przypadkowy…

Michał Malitowski – uwielbiam oglądać po tysiąckroć występy jego i jego partnerki Jo 🙂

Ania Wyszkoni – moja faworytka tegorocznej edycji. Aniu gratuluję talentu 🙂

Bilguun Ariunbaatar – mega pozytywna postać, normalnie nienormalny 🙂

10736213_10205435227422437_441716101_n10476195_10205435227582441_352227941_n10728630_10205435227462438_509079551_n

I na koniec moja rodzinka z naszym ulubionym tancerzem Piotrem Lewandowskim i moim Pro 🙂

10721129_10205435227622442_494475300_n

Czo.

Metoda małych rzeczy

Prawie miesiąc przygotowań za mną i nie cały przede mną. Złość, zmęczenie, a czasem rozczarowanie, przemieniające się w samozadowolenie i poczucie triumfu nad słabościami to gama uczyć towarzysząca przez ostatnie tygodnie.

Taniec daje ogromnie dużo przyjemności i satysfakcji, ale wymaga pokonywania fizycznych i mentalnych barier. To nie tylko piękne pozy, to ciężka praca nad każdym najmniejszym mięśniem w ciele, każdym ruchem i gestem. Taniec to piękny obraz, pod którym kryje się ogromna ilość treningów, wylanego potu i zjedzonych nerwów. Poczucie wstydu, dystans intymny i problemy z dnia codziennego, czy życia prywatnego nie mogą mieć miejsca. Bo w każdym tańcu, nawet tym ,który wydaje się z pozoru „powolnym przytulańcem”, nie ma miejsca na chwilę przerwy, każdy krok to mnóstwo energii wkładanej w jego wykonanie.

Dialog z wczorajszego treningu:

Ja: Wykonałam ten krok już chyba 1000 razy i nadal mi nie wychodzi, jestem beznadziejna..

Pro: I wykonasz 2000 i może za 2050 Ci wyjdzie, a może będziesz musiała powtórzć to jeszcze kolejne 1000 razy. Uwierz w siebie i się nie poddawaj. Jak nie spróbujesz to się nie przekonasz.

Cel to nie wszystko. Sam talent nie wystarczy. Każdy sukces to prosta receptura składająca się z działania, samozaparcia i cierpliwości.

Nigdy nie garnęłam się do gotowania, wymigiwałam się podśmiewując „ wszystko co mieści się do mikrofali, potrafię ugotować” 🙂 A teraz robię czasem cztery, czasem pięć posiłków na dzień, które nieskromnie powiem nie tylko wyglądają tak, że chce się je od razu schrupać, ale przy tym są zdrowe i smaczne:)

10743315_10205370585326425_934820968_n

Nigdy nie potrafiłam zrobić szpagatu, ale nie włożyłam grama wysiłku, by się do tego przygotować. A teraz jestem tuż tuż od jego wykonania i przede wszystkim nie wyobrażam sobie treningu bez ćwiczeń rozciągających.

Delektuję się każdym kęsem i czerpię satysfakcję, gdy komuś smakuję, to co ugotuję. Dumna jestem z efektów moich wysiłków i treningów, i pomimo że dla kogoś mogą nie być one powalające, wiem ile pracy włożyłam, by dotrzeć tu, gdzie jestem.

Bo najważniejsza w drodze do celu jest jest sama droga i radość z każdego najmniejszego sukcesu, który przybliża nas do jego realizacji. Dlatego…

  • mierzymy wysoko, ale bądźmy dla siebie wyrozumiali i mili,
  • każdego dnia róbmy mały krok na przód pokunując swoje słabości,
  • porównujmy się nie do tego, gdzie chcemy być pewnego dnia, tylko do tego, gdzie byliśmy parę dni temu,
  • bądźmy wdzięczni i cieszmy się z najmniejszych efektów.

Wspomnę słowa zdolnej i pięknej aktorki, której nie dane było długie życie, ale to wszystko co dostała można nazwać szczęściem, na które sama sobie ciężko zapracowała. Jeśli rzeczy małe nie będą cię cieszyły, to i duże nigdy nie ucieszą” Anna Przybylska.

Cho

PS. Zdradzę Wam, że rumbową choreografię już mamy, teraz jeszcze chacha i może… coś jeszcze 🙂

Do zobaczenia wkrótce 🙂

Kiedy nie tańczę to…

Długo mi zajęło zmotywowanie się do działania. Właściwie to mogę powiedzieć, że sport lubiłam zawsze, z tym że częściej o tym mówiłam niż nadawałam tym słowom realnych kształtów. Mając zawsze szczupłą sylwetkę nigdy nie odczuwałam potrzeby podjęcia większej aktywności sportowej. Od czasu do czasu bywałam na siłowni, na zajęciach grupowych z tańca, grywałam w squasha i odwiedzałam basen. I tyle. Zdarzało się, że mój organizm wewnętrznie podpowiadał mi – kobieto weź się w garść, poruszaj się trochę bo zaraz na stałe przylgniesz do tej kanapy. Przełom nastąpił kiedy przekroczyłam magiczne 21 i moje ciało zaczęło się zmieniać na dobre. Mocne postanowienie poprawy skutkowało rzucaniem nałogu jedzenia i intensywnymi ćwiczeniami . Młody organizm szybko formował szczupłą sylwetkę.. a, że cel był osiągnięty to po co ćwiczyć dalej? Potem był miesiąc miodowy, podczas którego do tej pory zakazany owoc w postaci pysznych smakołyków na ringu wygrywał walkę z rozsądkiem. Niczym bumerang powracał oczywisty efekt- efekt JOJO. Raz, drugi i trzeci powtarzalność takich okresów była niemalże rutyną. W między czasie tysiące wymówek, studia, egzaminy i sesja, praca i rozwój osobisty, przyjaciele, rodzina i te babcie, ciocie powtarzające ‘a po co Ty chcesz ćwiczyć dziecko, przecież już taka chuda jesteś’ lub ‘ z czego Ty chcesz schudnąć, z kości na ości”, znacie to?

Skoro mówią, że jestem taka chuda to może rzeczywiście jestem? i tylko lustro i moje wewnętrzne samopoczucie robią mi żart. Właściwie to super powód, szczególnie dla osoby, której celem jest zrzucenie kilku kilogramów, a nie zdrowy tryb życia i budowanie sportowej sylwetki. Powiedzmy sobie szczerze, jeżeli będziemy bardzo chcieli, a właściwie nie chcieli to wymówki znajdziemy wszędzie. A to nosi jedną nazwę – lenistwo.

Wydawało mi się, że taniec to taka przyjemna i łatwa sprawa. Przecież mam poczucie rytmu, do tego poruszam trochę biodrami i gotowe. Rzeczywistość sprostowała moje myślenie bardzo szybko. Okazało się, że moja kondycja jest w nienajlepszej formie, do tego poczułam pracę mięśni o istnieniu, których do tej pory nie miałam pojęcia. Wtedy zmieniło się wszystko, ja się zmieniłam i moje podejście do życia. Poznałam co to znaczy trening wytrzymałościowy, izolacyjny, na dynamikę czy na koordynację. Pełnowartościowe posiłki i różnorodne ćwiczenia są podstawą mojego dnia. Nawet nie wiem kiedy zdrowy tryb życia stał się moim nałogiem.

I kiedy nie tańczę to staram się wypełnić tą lukę innymi aktywnościami.

Dla mnie, mojego ciała i umysłu magiczną moc ma woda. Basen zajmuje drugim miejsce zaraz po tanecznej sali. Pływanie rozwija mięśnie całego ciała, ma zbawienny wpływ dla naszego kręgosłupa i umożliwia szybkie spalanie kalorii. Przy tym jest dla każdego i zaliczyć je możemy do treningu cardio. Szczególnie lubię basen w mojej rodzinnej miejscowości gdzie wielu mieszkańców nie docenia jego siły. Tym sposobem kiedykolwiek nie pójdę tam, mam swój prywatny tor i to bez rezerwacji J Ale tak by nie pojawiła się rutyna mój plan treningowy staram się urozmaicać różnymi ćwiczeniami, które znajduje w Internecie lub dzięki radom znajomych i trenerów personalnych.

Sportowy świat jest duży i jest w nim miejsce dla każdego. Znajdź swoje miejsce, zrób krok i wyjdź z domu, a zobaczysz jak zmieni się Twoje życie, samopoczucie i Ty, a nawet okaże się, że napięty harmonogram ma lukę.

Cho

 

 

Pierwsze wyzwanie – taniec 120 metrów pod ziemią.

Równo za miesiąc – 8 listopada postawię swój pierwszy taneczny krok w niezwykłym miejscu, 120 metrów pod ziemią, w Kopalni Soli Wieliczka. Turniej Salt Cup 2014 – mały-wielki punkt na mojej tanecznej drodze. Od dziś to dokładnie 31 dni, 744godzin czy 44640 minut przygotowań, hektolitry wylanego potu na treningowym parkiecie,  tysiące kilometrów „łoków” i setki obrotów.

To wyzwanie obejmuje również inne sfery mojego życia, które pasja już zdążyła zarazić i zmienić na dobre. Zaczynając od diety składającej się z pięciu zdrowych i zbilansowanych posiłków, pod którymi kryją się pyszności nieznane do tej pory dla moich kubków smakowych; przez serie treningów nadających mojemu ciału większej świadomości wykonywanych ruchów i pobudzających do życia uśpione endorfiny; po czerpanie radości z każdej najmniejszej rzeczy jaką przynosi mi kolejny dzień. Teraz wiem, że taniec to nie tylko sport ale styl życia, mój styl.

Czy chciałabym wygrać, zająć pierwsze miejsce w turnieju? – jasne, a kto by nie chciał? To ogromne wyróżnienie i nagroda za trud. Ale nie jest to dla mnie celem samym w sobie. Według Dalajlamy: „celem nie jest bycie lepszym od kogoś innego, lecz bycie lepszym od tego kim samemu było się wcześniej”. I taki właśnie obrałam cel, chce być lepsza od samej siebie i dla samej siebie, od osoby którą byłam kiedyś, miesiąc temu i wczoraj.  Determinacją, ciężką pracą dotrzeć tam gdzie chce. Czy warto, to nie mam wątpliwości.

Słowo się rzekło i nie ma odwrotu 🙂
Odliczanie czas zacząć. Relacje z przygotowań będziecie mogli śledzić na moim blogu.
Obiecuje dać z siebie wszystko i trzymać się słów piosenki „jak nie my to kto”? (http://bit.ly/1C1oX07) 🙂

i w tym jive’owym rytmie ruszam na kolejny trening.

Energetycznego i przyjemnego wieczoru,
Cho.

To, że nie masz skrzydeł nie oznacza, że nie możesz latać.

Miała wszystko, kochającą rodzinę, cudownych przyjaciół, którzy byli zawsze wokół niej, realizowała swoje cele zawodowe, a życie stawało przed nią otworem. Jednak ciągle czuła coś w rodzaju pustki. Towarzyszył jej ból nieznanego pochodzenia, który przeszywał całe jej ciało. Rozmawiając ze sobą w myślach powtarzała – głupia! jak możesz nawet pomyśleć, że jesteś nieszczęśliwa, nie bądź egoistką, na świecie jest tyle tragedii. Więc codziennie wstawała rano z nadzieją. Szukała radości w drobnych gestach, przyjemnych momentach, ale pomimo to w chwilach samotności ten brakujący element przyćmiewał wszystko.

Długo myślałam, że TANIEC pozostanie w sferze moich marzeń. Uważałam, że to kara za moją upartość w dzieciństwie i jej brak w późniejszym okresie, a teraz jest po prostu za późno. Okazuje się, że to, że nie masz skrzydeł nie oznacza, że nie możesz latać. Jordan Belfort znany jako Wilk z Wall street powiedział: „jedyne co stoi pomiędzy Tobą, a Twoim celem to te bzdury, które mówisz sobie, że nie dasz rady”. Bo tak naprawdę najważniejsza jest chęć, wytrwałość i otwarty umysł w poszukiwaniu drogi do realizacji celu. Jeżeli znajdziesz sposób i zrobisz pierwszy krok, to nie zauważysz kiedy wszystko zacznie się układać w odpowiednim kierunku.

Mój sposób to Pro-Am – spotkanie pasji zawodowca i amatora.

Czym jest Pro-Am ?

To system nauczania tańca, który przywędrował do nas zza oceanu, dzięki któremu amatorzy tańca tacy jak ja mają możliwość spełniania swoich tanecznych marzeń. Profesjonalista (Pro) i amator (Am) tworzą parę taneczną i wspólnie wylewają siódme poty na salach treningowych by pewnego dnia zaprezentować nabyte umiejętności na turniejach lub/i pokazach. Same zajęcia mają charakter indywidualny i dostosowane są do potrzeb i predyspozycji ucznia. Ograniczeń brak, możesz ćwiczyć raz w tygodniu lub parę razy, możesz zdecydować się na wybór jednego tańca bądź jednego z stylu lub też próbować swoich sił zarówno w łacinie jak i standardzie bądź innych stylach. Pro-Am zyskuje coraz większą popularność nie tylko w Polsce, na całym świecie organizowane są turnieje, w których biorą udział pro-am’owe pary.

Dla mnie pro-am ma jeszcze jedną ukrytą definicję – to społeczność, grupa ludzi, którzy spotykają się na turniejowych parkietach konkurują ale też wzajemnie wspierają i kibicują sobie na wzajem. Każdy dąży do realizacji własnych marzeń ale wszystkich łączy jedna pasja, ważniejsza od sportowej rywalizacji.

Jeżeli macie jakieś pytania odnośnie Pro-Am’u, chcecie rozpocząć własną przygodę z tańcem chętnie pomogę i w miarę swoich możliwości pokieruję dalej : )

Cho

PS. Zachęcam do odwiedzenia polskiego Pro-Am’owego profilu na facebooku (https://www.facebook.com/ProAmDance) , na którym na bieżąco możecie śledzić co się dzieje w naszym świecie 😉

Od małej dziewczynki z marzeniami do kobiety z wizja..

Kiedy się nad tym chwilę zastanowię to właściwie to było od zawsze ze mną i we mnie, tylko nie do końca wiedziałam co z tym zrobić – odpowiadam zapytana o miłość do tańca.

Przerzucam kartki w albumie wspomnień i otrzymuję skrawki momentów, które niczym elementy układanki tworzą jedną całość. Retrospekcja uczuć powoduje, że wszystko nabiera barw i zaczyna mieć sens.

Prawdopodobnie początków mogłabym doszukiwać się tam gdzie moja pamięć nie sięga. Bo czy marzenia są dziedziczne? A może pasję można otrzymać w dniu narodzin? Budzi się i rozwija wraz z nami, zarażając każdą komórkę naszego ciała nieznaną dla nas mocą.

Moja ukochana mama w wyniku niesprzyjających okoliczności porzuciła taniec w wieku nastoletnim, a niespełnione marzenia próbowała przelać na mnie – nieskutecznie. Parę lat później gorzko pożałowałam tej decyzji…żałuję do dziś. Czas płynął i z roku na rok do drzewka marzeń wkradało się ‚to nie jest najlepszy moment, ale przyjdzie taki dzień…’.

I tym sposobem przez 25 lat mojego życia taniec był we mnie, a właściwe to obok mnie.

Uczucie, które mi towarzyszyło porównałabym do stania za zamkniętymi drzwiami. Zza których dobiegają dźwięki cudownej muzyki, w rytm której każda najmniejsza część mojego ciała zaczyna wibrować. Stoję tam i wewnętrzny głos podpowiada mi – No idź. Mój umysł w tym samym czasie buntuje się mówiąc – po pierwsze nie wiesz jak wejść, podrugie nie masz klucza i nie masz pojęcia gdzie go szukać, poza tym nawet nie wiesz co jest za tymi drzwiami. Nawet wtedy jak znalazłam sposób, a potem pojawił się ktoś kto te drzwi przede mną uchylił, bałam się je otworzyć. Wiedziałam, że jeżeli nie wejdę do środka dziś, może już nigdy nie będę miała takiej szansy. I do końca życia będę stała za nimi, nie wiedząc czym jest to coś co potrafi sprawdzić, że chce latać.

Kiedy tańczę moja czasoprzestrzeń w niezrozumiały dla mnie sposób ulega zakrzywieniu. Tam znajduję ogień i ukojenie jednocześnie. Wyrażam siebie i nie boję się pokazać uczuć i emocji. A wszystko jest takie szczere i prawdziwe. Cały mój świat zaczął tańczyć. Pojawiły się nowe projekty, nowe cele, plany i kreatywność przestała mieć granice. Niedziela przestała być końcem tygodnia, a poniedziałek jego początkiem. Weekendy nie istnieją, a ja pomimo wszystko mam coraz więcej energii. Jestem na początku swojej drogi i mam świadomość, że przede mną ciężka praca, ale apetyt rośnie w miarę tańczenia 🙂

Cho.

PS. Pamiętaj nigdy nie jest za późno! Już wkrótce postaram się to udowodnić 🙂