jakrozwiazacproblem

Listy do JA – kompleksy

Tak, jak każdy mam kompleksy. Tak, akceptuję siebie, a wobec wszystkiego co mogę w jakikolwiek sposób sama zmienić, mam plan, który systematycznie wdrażam.

Mimo wszystko ostatnio, dużo narzekam. A może zawsze tak było?

W sumie to przecież mogę wiem, kto mi zabroni? Tylko po co? Co mi to daje?

Olka, by powiedziała pogadaj sobie, ulży Ci….

Tylko czy, aby na pewno? Czy wypowiadaniem negatywnych myśli rozwiążę problem? i czy przez to całe gadanie, które na początku przypomina ciemną chmurę wiszącą na niebie, a w pewnym momencie przemienia się w ulewę, burzę i wichurę powodującą całkowite zniszczenia wszystkiego co dookoła, dojrzę słońce?

Rozważmy różne opcje.

Przypadek 1.

Znajduję słuchacza – koleżankę, z wyobraźnią, której udziela się aura pogodowa. W prognozie tornado, bez szansy na rozpogodzenia! A nam dwóm, meteopatkom pozostaje zamknąć się w domu, zasłonić rolety, napić się wina i płakać.

Przypadek 2.

Znajduję słuchacza – koleżankę – pogodynkę. Meteorologiem, bym jej nie nazwała, bo na podstawie jakich badań, czy teorii twierdzi: „Ty i kompleks, niby gdzie? Nie przesadzaj.” albo „taki problem to nie problem, inni mają gorzej”. Generalnie na swojej plastikowej mapie z uśmiechem przykleja mi małe słoneczko, co miej więcej oznacza „u Ciebie słońce a w pozostałej części deszcz”.

Przypadek 3.

Nie znajduję słuchacza. Rozmawiam sama ze sobą, tzn z Tobą. Albo to może już moje myśli są głośniejsze niż wypowiadane słowa. W razie nagłej trąby powietrznej robię zapasy jedzenia i czekolady. Na szklanym ekranie przez godzinę doszukuję się słońca – i Eureka! jest – piękne okrągłe mieniące się wszystkimi odcieniami koloru żółtego. Po kolejnej godzinie zdaję sobie sprawę, że nie dam rady go stamtąd wyciągnąć. Wieczorna kąpiel, a w lustrzanym odbiciu dostrzegam błyskawice. Czy już zwariowałam? Kładąc się spać myślę sobie burza, burza, burza. Wstaję rano i co – burza! Czy jestem magikiem?

Przypadek 4.

Nie szukam słuchacza. Kupuję parasol. Wracam do domu, pomimo ulewy suchutka, ale zakupiony sprzęt uległ zniszczeniu. Wichura szaleje, więc latam jak oszalała uszczelniając wszystkie okna. Nakładam stopery do uszu, by nie słyszeć gromów. Chowam się pod ciepły koc i czekam, aż przejdzie. A jak nie to jutro będzie nowy dzień, mam jeszcze kurtkę przeciwdeszczową.

Musi być jakiś przypadek 5 i  niezależnie czy pogadałam, czy nie, rozwiązanie istnieje. Muszę je znaleźć bo inaczej się pochoruję przez tą pogodę.

Na ten temat mogłabym rozwodzić się długo, posługując się różnymi metaforami. Niesamowite jest to jaką kompleks może mieć moc niszczącą, a jego rozmiar może osiągnąć rangę największego problemu i doprowadzić do kataklizmu. Doskonale zdaję sobie sprawę, że narzekaniem nic nie wskóram. Co więcej wiem też, że to dotyczy to każdego: Marty ze sklepu pod blokiem, która nigdy się nie uśmiecha, Pani dyrektor, która pokazując śnieżno białe zęby mówi mi: nie widzę możliwości współpracy, a także instagramowej gwiazdy z hashtagiem #życiejestpiękne. Nie jest to pocieszające ale pozwala zrozumieć, że nie mogę skupiać się na tym, że ktoś ma lepiej, a tym bardziej gorzej, tylko iść obraną drogą i pracować nad sobą.

Wszystko to wiem, tylko od czasu do czasu muszę sobie to przypomnieć, by mieć pewność, że ta długa i kręta droga na szczyt w moim przypadku z parasolem w ręku prowadzi w stronę słońca.

Jeszcze o tym pogadamy, a w między czasie może uda mi się spisać w punktach jak radzić sobie z problemem jakim są kompleksy.

Charlotte

PS. Dobrze mieć takiego kompana jak TY 🙂

Reklamy