sport

Pasja sposobem na długowieczność.

Rysopis : Andrzej H. rocznik 44. Z zawodu lekarz weterynarii, z natury sportowiec. Przez system przypisany do grona emerytów, przez wybór do grupy aktywnych i spełnionych. Policjant swojego czasu, zwolennik ciągłego rozwoju i wielki pasjonat tańca. Kocha młodych ludzi, nowe technologie i ruch. Życiu wychodzi na przeciw, a losowi robi na przekór, by pokazać co, ja nie mogę?”

Zapytany o wiek odpowiada bez wahania – rocznik 44, lat 71. Po krótkiej opowieści o wczesnych latach młodzieńczych, szkolnych potańcówkach, rodzinnym domu, w którym godzinami słuchał tanga, walca i foxtrota, tańcząc z ukochaną mamą oraz studiach weterynaryjnych, robimy wielki skok w przyszłość i znajdujemy się w roku 2005. 

Andrzeju, jak narodziła się Twoja pasja do tańca?

A: Bardzo przypadkowo, reklama w internecie zadziałała jak impuls. Pojawiła się myśl, a chwilę później byłem już w szkole tańca Riviera. Wyobraź sobie mnie – starszego Pana, w wieku „ponad trolejbusowym” i całe grono młodzieży. Na początku głupio mi było strasznie, śmiać mi się chciało w duchu, ale mimo to, już po pierwszych zajęciach wiedziałem, że TO jest TO. 

Jak od tego czasu wyglądała Twoja taneczna droga?

A: Przez ostatnie dziesięć lat miałem kilka partnerek tanecznych, w różnym wieku, od bardzo młodych dziewczyn wieku 17 lat, przez dwudziestolatki, aż po Panią w wieku ponad 40 lat. Tańczyłem w różnych szkołach i próbowałem różnych stylów tańca i zajęć. Było Tango Argentino, Salsa i mój ukochany Taniec Towarzyski, w którym tańczyłem nawet 10 tańców. Uczęszczałem na lekcje grupowe, zajęcia prywatne dla par, a teraz kontynuuję naukę w systemie Pro-Am (i nadal w Rivierze). Jeździłem też na obozy taneczne i brałem udział w tzw. wewnętrznych turniejach. 

 Miałam okazję okazję widzieć Cię na parkiecie – wysportowana sylwetka, nienaganna kondycja. Skąd się bierze Twoja sprawność?

A: Na sprawność pracuje się latami. Ja, aktywny fizyczny byłem całe moje życie. Przed narodzinami syna grałem dużo w tenisa. Byłem działaczem w klubie tenisowym, jeździłem na obozy, których byłem kierownikiem. Po 5-letnim pobycie we Włoszech, gdzie poznałem środowisko wrotkarskie. Założyłem Polski Związek Sportów Wrotkarskich, którego byłem pierwszym prezesem. Brałem nawet udział w zawodach wrotkarskich na dystansach od sprintów do supermaratonów. Miałem również epizod z bieganiem długodystansowym. Dla mnie ruch to podstawa, ale to, co mnie w życiu fascynuje, to możliwość próbowania i różnorodność. Przez życie idę wielokierunkowo. Tańczę, ale nie jeden styl tylko kilka. Uprawiam sport, ale nie jeden tylko kilka. Uczę się języków, ale nie jednego tylko kilku itd. 

Wspomniałeś o językach, czyżbym rozmawiała z poliglotą? 🙂

A: (śmiech) nie nazwałbym siebie poliglotą, choć nieskromnie przyznam, że zdałem egzamin państwowy z czterech języków, ale do dziś traktuję je jako moją pasję pozasportową. W liceum opanowałem niemiecki, a po studiach nauczyłem się angielskiego, hiszpańskiego i włoskiego. Od czasów studiów udzielałem korepetycji z języka angielskiego i zajmowałem się tłumaczeniami tekstowymi i konsekutywnymi. I tak po dziś dzień, nadal się uczę się i staram być na bieżąco z językami, ale jednak większość czasu i energii wolę poświęcić na taniec i sporty. 

 Czemu spośród wszystkich swoich pasji to właśnie taniec stał się dla Ciebie najważniejszy.

A: Trudno jest robić wszystko, a taniec jest dla mnie idealnym połączeniem tego, co kocham – aktywności ruchowej, kontaktu z ludźmi i muzyki. Pozwala mi stawiać przed sobą wyzwania, które z jednej strony są stresujące, a z drugiej motywują mnie do działania. Pasja zmieniła moje życie, wszedłem w nowy świat, poznaję bardzo często młodych ludzi, którzy zarażają mnie świeżą energią.

Wszystko  do tej pory wygląda tak pięknie, ale co z ograniczeniami, czy takie istnieją?

A: Oczywiście, że istnieją, ale wierzę, że nie ma takiej przeszkody, której nie można przeskoczyć. W moim przypadku to po pierwsze zdrowie. Kolana ucierpiały w wypadkach komunikacyjnych (dwie operacje). Wada słuchu – petarda, która wylądowała na mojej skroni – trzy operacje. Kręgosłup – zwyrodnienie. Po drugie wiek, który powoduje, że moje ciało nie jest w stanie zrobić tego, co kiedyś. Już nie stanę na rękach jak jeszcze kilka lat temu, a mój zakres ruchu bioder w sambie nie będzie taki sam.   

 To jaki jest Twój sposób na walkę z barierami?

A: Nie poddawać się! Przetestowałem to na sobie, że niezależnie od wieku i stanu zdrowia, trzymając się granic, ruch bardzo dobrze działa na psychikę i zdrowie,  a nawet jest korzystny z medycznego punktu widzenia. Rozmawiając z ortopedą usłyszałem : tak, ma pan zmiany zwyrodnieniowe, ale może Pan z tym jeszcze długo żyć i niech Pan dalej tańczy, bo tworzy pan gorset mięśniowy dla kręgosłupa. Teraz, czy mam kontuzję, czy coś mnie boli, zresztą w tym wieku jak nic nie boli to człowiek nie żyje (śmiech), a ja żyję więc musi mnie coś boleć, robię na przekór. Wsiadam na swój motor i jadę na trening, podczas którego zapominam o bólu, a na drugi dzień czuję jakbym miał 18 lat.

A co z czasem?

A: To kolejna bariera, którą można pokonać, ale tylko przez organizację i dobre zarządzanie czasem. Jestem policjantem swojego czasu. Mam kalendarz tygodniowy i każdy dzień zapisuję godzina po godzinie, a gdy mam go za dużo, źle się czuję. Bez przerwy coś robię, jak nie taniec, to tenis, jak nie tenis to pranie, prasowanie, zakupy. Dużo czytam i nadal uczę się języków. Korzystam z dobrodziejstw nowoczesnych technologii takich jak internet czy smartfon. Gdy jadę tramwajem, bądź spaceruję, słucham tanecznych list na mojej MP3-ce. 

Jaki jest Twój przepis na szczęście?

A: Aby pamiętać, że to, jak będzie wyglądało nasze życie, w dużej mierze zależy od nas. Trzeba nauczyć się patrzeć pozytywnie, walczyć o szczęście, doceniać i cieszyć się z tego, co mamy. Pasja ogromnie w tym pomaga. 

Ja jestem emerytem, mam wybór – mogę siedzieć cały dzień na kanapie, narzekać na strzykające kości i niedoskonały świat albo brać życie całymi garściami. Cieszę się każdym momentem, każdą najmniejszą rzeczą, ale nie czekam, aż życie mi coś podsunie, wychodzę na przeciw. 

Na koniec zapytam jeszcze o Twoje najbliższe wyzwanie, bo z pewnych źródeł wiem, że będziemy mogli wkrótce obejrzeć Twoje taneczne show.

A: Tak, to dla mnie duże wyzwanie – 30 maja w Warszawie na imprezie Dance and the City wraz ze swoją partnerką Edytą zatańczymy pokaz taneczny, ale co to będzie nie zdradzę. Zapraszam do obejrzenia na żywo w trakcie imprezy.

Dziękuję bardzo Andrzeju, to była bardzo inspirująca rozmowa.

A: również dziękuję 🙂

Wielkie motywacje są w historiach wielu z Nas, bardzo często zmniejszamy ich rangę i boimy się opowiedzieć je światu – twierdząc „to przecież nic takiego”, a tymczasem ONE mają ogromną moc i są źródłem inspiracji. 

Jeżeli i Ty wierzysz, że NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO  oraz chciałbyś podzielić się swoją historią , napisz do mnie charlotteoya@gmail.com 🙂 

 

ChO.

PS. Zainspirowani? to nie ma na co czekać, działamy Kochani 🙂

Reklamy

Kiedy nie tańczę to…

Długo mi zajęło zmotywowanie się do działania. Właściwie to mogę powiedzieć, że sport lubiłam zawsze, z tym że częściej o tym mówiłam niż nadawałam tym słowom realnych kształtów. Mając zawsze szczupłą sylwetkę nigdy nie odczuwałam potrzeby podjęcia większej aktywności sportowej. Od czasu do czasu bywałam na siłowni, na zajęciach grupowych z tańca, grywałam w squasha i odwiedzałam basen. I tyle. Zdarzało się, że mój organizm wewnętrznie podpowiadał mi – kobieto weź się w garść, poruszaj się trochę bo zaraz na stałe przylgniesz do tej kanapy. Przełom nastąpił kiedy przekroczyłam magiczne 21 i moje ciało zaczęło się zmieniać na dobre. Mocne postanowienie poprawy skutkowało rzucaniem nałogu jedzenia i intensywnymi ćwiczeniami . Młody organizm szybko formował szczupłą sylwetkę.. a, że cel był osiągnięty to po co ćwiczyć dalej? Potem był miesiąc miodowy, podczas którego do tej pory zakazany owoc w postaci pysznych smakołyków na ringu wygrywał walkę z rozsądkiem. Niczym bumerang powracał oczywisty efekt- efekt JOJO. Raz, drugi i trzeci powtarzalność takich okresów była niemalże rutyną. W między czasie tysiące wymówek, studia, egzaminy i sesja, praca i rozwój osobisty, przyjaciele, rodzina i te babcie, ciocie powtarzające ‘a po co Ty chcesz ćwiczyć dziecko, przecież już taka chuda jesteś’ lub ‘ z czego Ty chcesz schudnąć, z kości na ości”, znacie to?

Skoro mówią, że jestem taka chuda to może rzeczywiście jestem? i tylko lustro i moje wewnętrzne samopoczucie robią mi żart. Właściwie to super powód, szczególnie dla osoby, której celem jest zrzucenie kilku kilogramów, a nie zdrowy tryb życia i budowanie sportowej sylwetki. Powiedzmy sobie szczerze, jeżeli będziemy bardzo chcieli, a właściwie nie chcieli to wymówki znajdziemy wszędzie. A to nosi jedną nazwę – lenistwo.

Wydawało mi się, że taniec to taka przyjemna i łatwa sprawa. Przecież mam poczucie rytmu, do tego poruszam trochę biodrami i gotowe. Rzeczywistość sprostowała moje myślenie bardzo szybko. Okazało się, że moja kondycja jest w nienajlepszej formie, do tego poczułam pracę mięśni o istnieniu, których do tej pory nie miałam pojęcia. Wtedy zmieniło się wszystko, ja się zmieniłam i moje podejście do życia. Poznałam co to znaczy trening wytrzymałościowy, izolacyjny, na dynamikę czy na koordynację. Pełnowartościowe posiłki i różnorodne ćwiczenia są podstawą mojego dnia. Nawet nie wiem kiedy zdrowy tryb życia stał się moim nałogiem.

I kiedy nie tańczę to staram się wypełnić tą lukę innymi aktywnościami.

Dla mnie, mojego ciała i umysłu magiczną moc ma woda. Basen zajmuje drugim miejsce zaraz po tanecznej sali. Pływanie rozwija mięśnie całego ciała, ma zbawienny wpływ dla naszego kręgosłupa i umożliwia szybkie spalanie kalorii. Przy tym jest dla każdego i zaliczyć je możemy do treningu cardio. Szczególnie lubię basen w mojej rodzinnej miejscowości gdzie wielu mieszkańców nie docenia jego siły. Tym sposobem kiedykolwiek nie pójdę tam, mam swój prywatny tor i to bez rezerwacji J Ale tak by nie pojawiła się rutyna mój plan treningowy staram się urozmaicać różnymi ćwiczeniami, które znajduje w Internecie lub dzięki radom znajomych i trenerów personalnych.

Sportowy świat jest duży i jest w nim miejsce dla każdego. Znajdź swoje miejsce, zrób krok i wyjdź z domu, a zobaczysz jak zmieni się Twoje życie, samopoczucie i Ty, a nawet okaże się, że napięty harmonogram ma lukę.

Cho