taniec

Jest plan

Do wakacji został jeszcze miesiąc, więc nie poddaję się i pracuję dalej, a w między czasie opracowuję nowy plan tanecznego rozwoju.

CEL traktuję jako projekt, a siebie jako jego managera i wykorzystuję wiedzę zdobytą w trakcie studiów z dziedziny zarządzania projektami. Dlatego w moim życiu musi być plan.

Organizacja i planowanie to mój sposób na motywację do systematycznej pracy. Do tego dodaję działanie i krok po kroku dążę do realizacji celu. Dla tych długoterminowych plan to przypominajka, by w ferworze kreatywności, bądź chwil słabości nie zapomnieć o tym do czego się dąży. Dla krótko – by pogodzić je ze wszystkimi obowiązkami dnia codziennego i zmieścić się w 24h godzinach.

Moimi kamieniami milowymi są najczęściej turnieje bądź wydarzenia publiczne, do których się przygotowuję.

Dlaczego? – bo to sprawdzian, w trakcie którego w warunkach stresowych ciało tańczy, to co stało się już dla niego nawykiem. Wszystkie pozostałe elementy pomimo, że podczas treningu wyglądały idealnie, zostały zweryfikowane i trafiają do worka z napisem „do poprawy”. W ten sposób otrzymuję gotowy feedback i wiem nad czym pracować.

W swoim czarnym notatniku (bo jestem zwolennikiem tradycyjnego planowania) do listy TO DO zapisuję:

  • poprawę kondycji,
  • mówiąc językiem mojego Pro – Stanie w parkiecie – czyli ciało osadzone jest w parkiecie, ruch wychodzi od nogi i zachowujemy równowagę (brzmi jak nic trudnego, gorzej praktyce),
  • poprawa dynamiki („szybkie” nogi, głowa i ciało w obrocie – to tak w wielkim skrócie),
  • focus (taneczna nomenklatura) czyli wzrok w kierunku tańca i kontakt z publicznością,
  • taniec w rytmie (bo zdarza mi się z niego wypadać – to trochę tak jak w trakcie wystąpienia publicznego zaczynamy ze stresu mówić coraz szybciej, nie słysząc samych siebie),
  • elastyczność (może jakiś szpagat),
  • praca nad wyglądem ciała (oczywiście włączając w to odpowiednią dietę),
  • do tego wszystkiego dorzucam naukę nowego tańca i show dance,
  • nie zapominając o utrwalaniu i udoskonalaniu dotychczas nabytych umiejętności.

Lista jest długa, a że według teorii cel musi być realny i mierzalny, termin to pół roku, a miarą będzie czterech zatańczonych tańców pod rząd, z czego ostatni z taką samą dynamiką, osadzeniem w parkiecie, rytmem i focusem, jak pierwszy.

Jeżeli i Ty chciałbyś skorzystać z tej metody – pamiętaj!:

Cel to Projekt.

Ty – to jego Manager.

Zrób plan, termin, wyznacz kamienie milowe, punkty kontrolne, osoby i rzeczy, które będą niezbędne do jego realizacji. Już na starcie wypisz sobie potencjalne problemy które możesz napotkać i sposoby jak je rozwiązać. Zastanów się co Cię motywuje i w chwilach gdy masz ochotę się poddać zajrzyj do tej listy. Działaj, nie zwlekaj 😉

ChO.

PS. Taka jest moja metoda, a jak jest Twoja?

Pasja sposobem na długowieczność.

Rysopis : Andrzej H. rocznik 44. Z zawodu lekarz weterynarii, z natury sportowiec. Przez system przypisany do grona emerytów, przez wybór do grupy aktywnych i spełnionych. Policjant swojego czasu, zwolennik ciągłego rozwoju i wielki pasjonat tańca. Kocha młodych ludzi, nowe technologie i ruch. Życiu wychodzi na przeciw, a losowi robi na przekór, by pokazać co, ja nie mogę?”

Zapytany o wiek odpowiada bez wahania – rocznik 44, lat 71. Po krótkiej opowieści o wczesnych latach młodzieńczych, szkolnych potańcówkach, rodzinnym domu, w którym godzinami słuchał tanga, walca i foxtrota, tańcząc z ukochaną mamą oraz studiach weterynaryjnych, robimy wielki skok w przyszłość i znajdujemy się w roku 2005. 

Andrzeju, jak narodziła się Twoja pasja do tańca?

A: Bardzo przypadkowo, reklama w internecie zadziałała jak impuls. Pojawiła się myśl, a chwilę później byłem już w szkole tańca Riviera. Wyobraź sobie mnie – starszego Pana, w wieku „ponad trolejbusowym” i całe grono młodzieży. Na początku głupio mi było strasznie, śmiać mi się chciało w duchu, ale mimo to, już po pierwszych zajęciach wiedziałem, że TO jest TO. 

Jak od tego czasu wyglądała Twoja taneczna droga?

A: Przez ostatnie dziesięć lat miałem kilka partnerek tanecznych, w różnym wieku, od bardzo młodych dziewczyn wieku 17 lat, przez dwudziestolatki, aż po Panią w wieku ponad 40 lat. Tańczyłem w różnych szkołach i próbowałem różnych stylów tańca i zajęć. Było Tango Argentino, Salsa i mój ukochany Taniec Towarzyski, w którym tańczyłem nawet 10 tańców. Uczęszczałem na lekcje grupowe, zajęcia prywatne dla par, a teraz kontynuuję naukę w systemie Pro-Am (i nadal w Rivierze). Jeździłem też na obozy taneczne i brałem udział w tzw. wewnętrznych turniejach. 

 Miałam okazję okazję widzieć Cię na parkiecie – wysportowana sylwetka, nienaganna kondycja. Skąd się bierze Twoja sprawność?

A: Na sprawność pracuje się latami. Ja, aktywny fizyczny byłem całe moje życie. Przed narodzinami syna grałem dużo w tenisa. Byłem działaczem w klubie tenisowym, jeździłem na obozy, których byłem kierownikiem. Po 5-letnim pobycie we Włoszech, gdzie poznałem środowisko wrotkarskie. Założyłem Polski Związek Sportów Wrotkarskich, którego byłem pierwszym prezesem. Brałem nawet udział w zawodach wrotkarskich na dystansach od sprintów do supermaratonów. Miałem również epizod z bieganiem długodystansowym. Dla mnie ruch to podstawa, ale to, co mnie w życiu fascynuje, to możliwość próbowania i różnorodność. Przez życie idę wielokierunkowo. Tańczę, ale nie jeden styl tylko kilka. Uprawiam sport, ale nie jeden tylko kilka. Uczę się języków, ale nie jednego tylko kilku itd. 

Wspomniałeś o językach, czyżbym rozmawiała z poliglotą? 🙂

A: (śmiech) nie nazwałbym siebie poliglotą, choć nieskromnie przyznam, że zdałem egzamin państwowy z czterech języków, ale do dziś traktuję je jako moją pasję pozasportową. W liceum opanowałem niemiecki, a po studiach nauczyłem się angielskiego, hiszpańskiego i włoskiego. Od czasów studiów udzielałem korepetycji z języka angielskiego i zajmowałem się tłumaczeniami tekstowymi i konsekutywnymi. I tak po dziś dzień, nadal się uczę się i staram być na bieżąco z językami, ale jednak większość czasu i energii wolę poświęcić na taniec i sporty. 

 Czemu spośród wszystkich swoich pasji to właśnie taniec stał się dla Ciebie najważniejszy.

A: Trudno jest robić wszystko, a taniec jest dla mnie idealnym połączeniem tego, co kocham – aktywności ruchowej, kontaktu z ludźmi i muzyki. Pozwala mi stawiać przed sobą wyzwania, które z jednej strony są stresujące, a z drugiej motywują mnie do działania. Pasja zmieniła moje życie, wszedłem w nowy świat, poznaję bardzo często młodych ludzi, którzy zarażają mnie świeżą energią.

Wszystko  do tej pory wygląda tak pięknie, ale co z ograniczeniami, czy takie istnieją?

A: Oczywiście, że istnieją, ale wierzę, że nie ma takiej przeszkody, której nie można przeskoczyć. W moim przypadku to po pierwsze zdrowie. Kolana ucierpiały w wypadkach komunikacyjnych (dwie operacje). Wada słuchu – petarda, która wylądowała na mojej skroni – trzy operacje. Kręgosłup – zwyrodnienie. Po drugie wiek, który powoduje, że moje ciało nie jest w stanie zrobić tego, co kiedyś. Już nie stanę na rękach jak jeszcze kilka lat temu, a mój zakres ruchu bioder w sambie nie będzie taki sam.   

 To jaki jest Twój sposób na walkę z barierami?

A: Nie poddawać się! Przetestowałem to na sobie, że niezależnie od wieku i stanu zdrowia, trzymając się granic, ruch bardzo dobrze działa na psychikę i zdrowie,  a nawet jest korzystny z medycznego punktu widzenia. Rozmawiając z ortopedą usłyszałem : tak, ma pan zmiany zwyrodnieniowe, ale może Pan z tym jeszcze długo żyć i niech Pan dalej tańczy, bo tworzy pan gorset mięśniowy dla kręgosłupa. Teraz, czy mam kontuzję, czy coś mnie boli, zresztą w tym wieku jak nic nie boli to człowiek nie żyje (śmiech), a ja żyję więc musi mnie coś boleć, robię na przekór. Wsiadam na swój motor i jadę na trening, podczas którego zapominam o bólu, a na drugi dzień czuję jakbym miał 18 lat.

A co z czasem?

A: To kolejna bariera, którą można pokonać, ale tylko przez organizację i dobre zarządzanie czasem. Jestem policjantem swojego czasu. Mam kalendarz tygodniowy i każdy dzień zapisuję godzina po godzinie, a gdy mam go za dużo, źle się czuję. Bez przerwy coś robię, jak nie taniec, to tenis, jak nie tenis to pranie, prasowanie, zakupy. Dużo czytam i nadal uczę się języków. Korzystam z dobrodziejstw nowoczesnych technologii takich jak internet czy smartfon. Gdy jadę tramwajem, bądź spaceruję, słucham tanecznych list na mojej MP3-ce. 

Jaki jest Twój przepis na szczęście?

A: Aby pamiętać, że to, jak będzie wyglądało nasze życie, w dużej mierze zależy od nas. Trzeba nauczyć się patrzeć pozytywnie, walczyć o szczęście, doceniać i cieszyć się z tego, co mamy. Pasja ogromnie w tym pomaga. 

Ja jestem emerytem, mam wybór – mogę siedzieć cały dzień na kanapie, narzekać na strzykające kości i niedoskonały świat albo brać życie całymi garściami. Cieszę się każdym momentem, każdą najmniejszą rzeczą, ale nie czekam, aż życie mi coś podsunie, wychodzę na przeciw. 

Na koniec zapytam jeszcze o Twoje najbliższe wyzwanie, bo z pewnych źródeł wiem, że będziemy mogli wkrótce obejrzeć Twoje taneczne show.

A: Tak, to dla mnie duże wyzwanie – 30 maja w Warszawie na imprezie Dance and the City wraz ze swoją partnerką Edytą zatańczymy pokaz taneczny, ale co to będzie nie zdradzę. Zapraszam do obejrzenia na żywo w trakcie imprezy.

Dziękuję bardzo Andrzeju, to była bardzo inspirująca rozmowa.

A: również dziękuję 🙂

Wielkie motywacje są w historiach wielu z Nas, bardzo często zmniejszamy ich rangę i boimy się opowiedzieć je światu – twierdząc „to przecież nic takiego”, a tymczasem ONE mają ogromną moc i są źródłem inspiracji. 

Jeżeli i Ty wierzysz, że NIGDY NIE JEST ZA PÓŹNO  oraz chciałbyś podzielić się swoją historią , napisz do mnie charlotteoya@gmail.com 🙂 

 

ChO.

PS. Zainspirowani? to nie ma na co czekać, działamy Kochani 🙂

Fotorelacja z turnieju Salt Cup 2014 w Wieliczce

To był wspaniały dzień… Zapamiętam go do końca życia. Mój pierwszy turniej tańca, na którym zatańczyłam rumbę i chachę, na trzech poziomach – bronze, sliver i gold. Niesamowite przeżycia, emocje nie do opisania i niezapomniane wspomnienia, którymi chciałabym się z Wami podzielić… Właśnie to jest dla mnie najważniejsze – to uczucie, które towarzyszyło mi przez cały dzień i satysfakcja z osiągniętego celu. Jednakże cieszę się, że moja ciężka praca i jej efekty zostały docenione i udało mi się zająć pierwsze miejsce we wszystkich kategoriach, których zatańczyłam. To olbrzymia dawka motywacji do dalszych działań 🙂

10380656_709436369133446_2081832802637290901_o1403330_746335822087613_134026357215153633_o 1276191_746485682072627_8981573504495645163_o10011721_746306128757249_4656128276149831148_o-2 10272739_746484198739442_5587711916715510338_o 10557101_746484085406120_7976577680352465471_o IMG_1182 IMG_1084 IMG_1177 IMG_1178 IMG_1179 IMG_1058 IMG_1183 IMG_1057 IMG_1056 IMG_1228 IMG_1269 IMG_1317 IMG_1329 IMG_1385 IMG_1363 IMG_1424

Dziękuję wszystkim, którzy wspierali mnie myślami i tym którzy byli ze mną tam na miejscu, w szczególności moim ukochanym rodzicom i przyjaciółce – szalonej Jo 🙂 Szczególnie chciałabym podziękować mojemu Pro – Piotrowi Lewandowskiemu, bez którego nie byłabym w stanie tego osiągnąć. Dzięki Piotr, jesteś Wielki!! A wkrótce video relacja i trochę więcej, z serducha o moich przeżyciach i odczuciach 🙂

Cho.

3 dni przed, 3 dni do….

Turniej

Budzisz się rano i wiesz, że to nie sen. Marzenie, które do tej pory wydawało się tak odległe, że wręcz niemożliwe za chwilę ma nabrać realnych kształtów. Ekstyacja, strach i stres – wybuchowa mieszanka, nad którą nie jesteś w stanie zapanować, zżera Cię od środka.

Swoje przygotowania do turnieju rozpoczęłam 17 września. To nie całe dwa miesiące treningów pokonywania barier i walki ze słabościami, ale też ogromnej radości i satysfakcji. Mało / niemało- musi wystarczyć.

Czy czuję się przygotowana? – nie wiem. Czy kiedykolwiek będę? Zawsze będzie coś co można zrobić lepiej, co można poprawić bądź zmienić, niezależnie od czasu i ilości prób.

3 dni przed ostateczną „rozgrywką” – mowię – cholera, na co Ty się porwałaś?

3 dni do realizacji celu – myślę – cokolwiek się nie wydarzy, osiągniesz to co planowałaś i na co tak ciężko pracowałaś ostatnie miesiące.

Nasze życie składa sie z celów. Dzielimy je na te główne – nadrzędne i długoterminowe , i  mniejsze szczegółowe, będące tylko ułamkiem, z krótszym horyzontem czasowym, lecz niezbędne do realizacji czegoś większego.

Moim celem jest tańczyć, uczyć się i dążyć do osiągania coraz lepszych efektów – to plan na całe życie. Turniej, tak na prawdę to tylko kropla w morzu,  jeden z przystanków na autostradzie do spełnienia. Jednak nie mogę umniejszać jego wartości ponieważ jest pierwszym, dużym wyzwaniem, niezwykle ważnym na mojej tanecznej drodze.

Podobno każdy taniec zatańczony na turnieju daje więcej niż 10 treningów, z kalkulacji wynika ze parę zatańczonych układów to już całkiem spora ich ilość. Ilekolwiek by ich nie było, to ogromne doświadczenie, którego nigdy nie uda sie zdobyć w czterech ścianach sali treningowej.

Czy myślę o wygranej? – nie mogę, a właściwie nie powinnam.

Nasza ludzka natura na horyzoncie rywalizacji kieruje nasze myśli na tory zwycięstwa. Nie jesteśmy w stanie tego wyeliminować ale możemy próbować z tym walczyć – walczę 🙂

Zdaję sobie sprawę, że” po przeciwnej stronie ringu” będą pary, które również spełniają swoje marzenia tylko mają za sobą parę lat przygotowań treningowych i turniejowych. Ponadto taniec jest na tyle niewidzięczna dziedzina, że nigdy nie będzie subiektywny ( a może i dobrze). Więc sam wynik nie powinien być celem, a chęć wygranej – motywacją.

Po konsultacji z Rozumem, uświadamiam sobie, że perspektywa podium to dodatkowa nagroda, główna wygrana jest satysfakcja, duma z samej siebie i to uczucie „dałaś rade”.

8 listopada wyjdę i zatańczę. Tak właśnie, zatańczę ! 🙂 rumbę i chache, za namową mojego Pro aż na trzech poziomach, Bronz, Silver i Gold. 120 metrów pod ziemią w kopalni soli w Wieliczce przed publicznością liczącą setki osób, w na prawdziwym tanecznym parkiecie, w światłach jupiterów, będę miała swoją Minutę. I właśnie to na ten czas czekam z niecierpliwością, na tą jedną minutę która pozwoli mi na chwilę przenieść się w inny świat, wyrazić siebie i popłynąć wraz z emocjami.

Dziękuję wszystkim, którzy są ze mną i wspierają każdy mój krok 🙂

 

Cho.

Ps. Przyda się parę dodatkowych placów 🙂 trzymajcie kciuki.

Metoda małych rzeczy

Prawie miesiąc przygotowań za mną i nie cały przede mną. Złość, zmęczenie, a czasem rozczarowanie, przemieniające się w samozadowolenie i poczucie triumfu nad słabościami to gama uczyć towarzysząca przez ostatnie tygodnie.

Taniec daje ogromnie dużo przyjemności i satysfakcji, ale wymaga pokonywania fizycznych i mentalnych barier. To nie tylko piękne pozy, to ciężka praca nad każdym najmniejszym mięśniem w ciele, każdym ruchem i gestem. Taniec to piękny obraz, pod którym kryje się ogromna ilość treningów, wylanego potu i zjedzonych nerwów. Poczucie wstydu, dystans intymny i problemy z dnia codziennego, czy życia prywatnego nie mogą mieć miejsca. Bo w każdym tańcu, nawet tym ,który wydaje się z pozoru „powolnym przytulańcem”, nie ma miejsca na chwilę przerwy, każdy krok to mnóstwo energii wkładanej w jego wykonanie.

Dialog z wczorajszego treningu:

Ja: Wykonałam ten krok już chyba 1000 razy i nadal mi nie wychodzi, jestem beznadziejna..

Pro: I wykonasz 2000 i może za 2050 Ci wyjdzie, a może będziesz musiała powtórzć to jeszcze kolejne 1000 razy. Uwierz w siebie i się nie poddawaj. Jak nie spróbujesz to się nie przekonasz.

Cel to nie wszystko. Sam talent nie wystarczy. Każdy sukces to prosta receptura składająca się z działania, samozaparcia i cierpliwości.

Nigdy nie garnęłam się do gotowania, wymigiwałam się podśmiewując „ wszystko co mieści się do mikrofali, potrafię ugotować” 🙂 A teraz robię czasem cztery, czasem pięć posiłków na dzień, które nieskromnie powiem nie tylko wyglądają tak, że chce się je od razu schrupać, ale przy tym są zdrowe i smaczne:)

10743315_10205370585326425_934820968_n

Nigdy nie potrafiłam zrobić szpagatu, ale nie włożyłam grama wysiłku, by się do tego przygotować. A teraz jestem tuż tuż od jego wykonania i przede wszystkim nie wyobrażam sobie treningu bez ćwiczeń rozciągających.

Delektuję się każdym kęsem i czerpię satysfakcję, gdy komuś smakuję, to co ugotuję. Dumna jestem z efektów moich wysiłków i treningów, i pomimo że dla kogoś mogą nie być one powalające, wiem ile pracy włożyłam, by dotrzeć tu, gdzie jestem.

Bo najważniejsza w drodze do celu jest jest sama droga i radość z każdego najmniejszego sukcesu, który przybliża nas do jego realizacji. Dlatego…

  • mierzymy wysoko, ale bądźmy dla siebie wyrozumiali i mili,
  • każdego dnia róbmy mały krok na przód pokunując swoje słabości,
  • porównujmy się nie do tego, gdzie chcemy być pewnego dnia, tylko do tego, gdzie byliśmy parę dni temu,
  • bądźmy wdzięczni i cieszmy się z najmniejszych efektów.

Wspomnę słowa zdolnej i pięknej aktorki, której nie dane było długie życie, ale to wszystko co dostała można nazwać szczęściem, na które sama sobie ciężko zapracowała. Jeśli rzeczy małe nie będą cię cieszyły, to i duże nigdy nie ucieszą” Anna Przybylska.

Cho

PS. Zdradzę Wam, że rumbową choreografię już mamy, teraz jeszcze chacha i może… coś jeszcze 🙂

Do zobaczenia wkrótce 🙂

Pierwsze wyzwanie – taniec 120 metrów pod ziemią.

Równo za miesiąc – 8 listopada postawię swój pierwszy taneczny krok w niezwykłym miejscu, 120 metrów pod ziemią, w Kopalni Soli Wieliczka. Turniej Salt Cup 2014 – mały-wielki punkt na mojej tanecznej drodze. Od dziś to dokładnie 31 dni, 744godzin czy 44640 minut przygotowań, hektolitry wylanego potu na treningowym parkiecie,  tysiące kilometrów „łoków” i setki obrotów.

To wyzwanie obejmuje również inne sfery mojego życia, które pasja już zdążyła zarazić i zmienić na dobre. Zaczynając od diety składającej się z pięciu zdrowych i zbilansowanych posiłków, pod którymi kryją się pyszności nieznane do tej pory dla moich kubków smakowych; przez serie treningów nadających mojemu ciału większej świadomości wykonywanych ruchów i pobudzających do życia uśpione endorfiny; po czerpanie radości z każdej najmniejszej rzeczy jaką przynosi mi kolejny dzień. Teraz wiem, że taniec to nie tylko sport ale styl życia, mój styl.

Czy chciałabym wygrać, zająć pierwsze miejsce w turnieju? – jasne, a kto by nie chciał? To ogromne wyróżnienie i nagroda za trud. Ale nie jest to dla mnie celem samym w sobie. Według Dalajlamy: „celem nie jest bycie lepszym od kogoś innego, lecz bycie lepszym od tego kim samemu było się wcześniej”. I taki właśnie obrałam cel, chce być lepsza od samej siebie i dla samej siebie, od osoby którą byłam kiedyś, miesiąc temu i wczoraj.  Determinacją, ciężką pracą dotrzeć tam gdzie chce. Czy warto, to nie mam wątpliwości.

Słowo się rzekło i nie ma odwrotu 🙂
Odliczanie czas zacząć. Relacje z przygotowań będziecie mogli śledzić na moim blogu.
Obiecuje dać z siebie wszystko i trzymać się słów piosenki „jak nie my to kto”? (http://bit.ly/1C1oX07) 🙂

i w tym jive’owym rytmie ruszam na kolejny trening.

Energetycznego i przyjemnego wieczoru,
Cho.

To, że nie masz skrzydeł nie oznacza, że nie możesz latać.

Miała wszystko, kochającą rodzinę, cudownych przyjaciół, którzy byli zawsze wokół niej, realizowała swoje cele zawodowe, a życie stawało przed nią otworem. Jednak ciągle czuła coś w rodzaju pustki. Towarzyszył jej ból nieznanego pochodzenia, który przeszywał całe jej ciało. Rozmawiając ze sobą w myślach powtarzała – głupia! jak możesz nawet pomyśleć, że jesteś nieszczęśliwa, nie bądź egoistką, na świecie jest tyle tragedii. Więc codziennie wstawała rano z nadzieją. Szukała radości w drobnych gestach, przyjemnych momentach, ale pomimo to w chwilach samotności ten brakujący element przyćmiewał wszystko.

Długo myślałam, że TANIEC pozostanie w sferze moich marzeń. Uważałam, że to kara za moją upartość w dzieciństwie i jej brak w późniejszym okresie, a teraz jest po prostu za późno. Okazuje się, że to, że nie masz skrzydeł nie oznacza, że nie możesz latać. Jordan Belfort znany jako Wilk z Wall street powiedział: „jedyne co stoi pomiędzy Tobą, a Twoim celem to te bzdury, które mówisz sobie, że nie dasz rady”. Bo tak naprawdę najważniejsza jest chęć, wytrwałość i otwarty umysł w poszukiwaniu drogi do realizacji celu. Jeżeli znajdziesz sposób i zrobisz pierwszy krok, to nie zauważysz kiedy wszystko zacznie się układać w odpowiednim kierunku.

Mój sposób to Pro-Am – spotkanie pasji zawodowca i amatora.

Czym jest Pro-Am ?

To system nauczania tańca, który przywędrował do nas zza oceanu, dzięki któremu amatorzy tańca tacy jak ja mają możliwość spełniania swoich tanecznych marzeń. Profesjonalista (Pro) i amator (Am) tworzą parę taneczną i wspólnie wylewają siódme poty na salach treningowych by pewnego dnia zaprezentować nabyte umiejętności na turniejach lub/i pokazach. Same zajęcia mają charakter indywidualny i dostosowane są do potrzeb i predyspozycji ucznia. Ograniczeń brak, możesz ćwiczyć raz w tygodniu lub parę razy, możesz zdecydować się na wybór jednego tańca bądź jednego z stylu lub też próbować swoich sił zarówno w łacinie jak i standardzie bądź innych stylach. Pro-Am zyskuje coraz większą popularność nie tylko w Polsce, na całym świecie organizowane są turnieje, w których biorą udział pro-am’owe pary.

Dla mnie pro-am ma jeszcze jedną ukrytą definicję – to społeczność, grupa ludzi, którzy spotykają się na turniejowych parkietach konkurują ale też wzajemnie wspierają i kibicują sobie na wzajem. Każdy dąży do realizacji własnych marzeń ale wszystkich łączy jedna pasja, ważniejsza od sportowej rywalizacji.

Jeżeli macie jakieś pytania odnośnie Pro-Am’u, chcecie rozpocząć własną przygodę z tańcem chętnie pomogę i w miarę swoich możliwości pokieruję dalej : )

Cho

PS. Zachęcam do odwiedzenia polskiego Pro-Am’owego profilu na facebooku (https://www.facebook.com/ProAmDance) , na którym na bieżąco możecie śledzić co się dzieje w naszym świecie 😉

Od małej dziewczynki z marzeniami do kobiety z wizja..

Kiedy się nad tym chwilę zastanowię to właściwie to było od zawsze ze mną i we mnie, tylko nie do końca wiedziałam co z tym zrobić – odpowiadam zapytana o miłość do tańca.

Przerzucam kartki w albumie wspomnień i otrzymuję skrawki momentów, które niczym elementy układanki tworzą jedną całość. Retrospekcja uczuć powoduje, że wszystko nabiera barw i zaczyna mieć sens.

Prawdopodobnie początków mogłabym doszukiwać się tam gdzie moja pamięć nie sięga. Bo czy marzenia są dziedziczne? A może pasję można otrzymać w dniu narodzin? Budzi się i rozwija wraz z nami, zarażając każdą komórkę naszego ciała nieznaną dla nas mocą.

Moja ukochana mama w wyniku niesprzyjających okoliczności porzuciła taniec w wieku nastoletnim, a niespełnione marzenia próbowała przelać na mnie – nieskutecznie. Parę lat później gorzko pożałowałam tej decyzji…żałuję do dziś. Czas płynął i z roku na rok do drzewka marzeń wkradało się ‚to nie jest najlepszy moment, ale przyjdzie taki dzień…’.

I tym sposobem przez 25 lat mojego życia taniec był we mnie, a właściwe to obok mnie.

Uczucie, które mi towarzyszyło porównałabym do stania za zamkniętymi drzwiami. Zza których dobiegają dźwięki cudownej muzyki, w rytm której każda najmniejsza część mojego ciała zaczyna wibrować. Stoję tam i wewnętrzny głos podpowiada mi – No idź. Mój umysł w tym samym czasie buntuje się mówiąc – po pierwsze nie wiesz jak wejść, podrugie nie masz klucza i nie masz pojęcia gdzie go szukać, poza tym nawet nie wiesz co jest za tymi drzwiami. Nawet wtedy jak znalazłam sposób, a potem pojawił się ktoś kto te drzwi przede mną uchylił, bałam się je otworzyć. Wiedziałam, że jeżeli nie wejdę do środka dziś, może już nigdy nie będę miała takiej szansy. I do końca życia będę stała za nimi, nie wiedząc czym jest to coś co potrafi sprawdzić, że chce latać.

Kiedy tańczę moja czasoprzestrzeń w niezrozumiały dla mnie sposób ulega zakrzywieniu. Tam znajduję ogień i ukojenie jednocześnie. Wyrażam siebie i nie boję się pokazać uczuć i emocji. A wszystko jest takie szczere i prawdziwe. Cały mój świat zaczął tańczyć. Pojawiły się nowe projekty, nowe cele, plany i kreatywność przestała mieć granice. Niedziela przestała być końcem tygodnia, a poniedziałek jego początkiem. Weekendy nie istnieją, a ja pomimo wszystko mam coraz więcej energii. Jestem na początku swojej drogi i mam świadomość, że przede mną ciężka praca, ale apetyt rośnie w miarę tańczenia 🙂

Cho.

PS. Pamiętaj nigdy nie jest za późno! Już wkrótce postaram się to udowodnić 🙂

Miej odwagę.

Nienawidziłam tego… tego kiedy pytali: jakie jest Twoje hobby? lub powiedz nam kilka słów o sobie, skąd jesteś i czym się interesujesz… Kłamać czy mówić prawdę? Może lepiej powtórzyć wypowiedź poprzednika? A może nikt nie zauważy gdy ucieknę w najprostszą z najprostszych odpowiedzi – „lubię dobre kino i sport”. I nikt wtedy nie pomyśli – jesteś człowiekiem bez pasji…

Czy odbyliście kiedyś szczerą rozmowę sami ze sobą?

Trzeba mieć w sobie dużo odwagi by usiąść naprzeciw swojej duszy i zadać sobie pytanie: czy jesteś szczęśliwa/y? Zawsze się tego bałam. Przerażały mnie momenty kiedy zostawałam sama na sam ze swoimi myślami. Nie tylko nie znałam odpowiedzi na to pytanie, ale co gorsza nie potrafiłam powiedzieć co da mi pełnię szczęścia.

Odkąd pamiętam moim życiem kierowała chwila i nie miałam nad nim żadnej kontroli. A może nie chciałam mieć? Tak, właśnie chyba tak było. Po prostu łatwiej było zrzucić odpowiedzialność na los. A ja, ukryta za bezpieczną szybą, nigdy nie musiałam pokazać swojego prawdziwego ja. Oczywiście, miałam tysiące marzeń i pomysłów na siebie ale zawsze horyzont ich spełnienia był tak odległy, że wręcz niemożliwy. Poza tym po drodze dziwnym sposobem napotykałam mnóstwo barier, które stawały się łatwą wymówką dla mojego wewnętrznego leniwego potwora i strefy komfortu. Otaczałam się ludźmi, których życie było wypełnione miłością do tego co robili. Każdy ich ruch był „po coś”, a każdy krok miał na celu przybliżenie do realizacji planu. Myślałam, że skoro ja nie mam pasji to może chociaż w ten sposób będę potrafiła być szczęśliwa – żyjąc ich sukcesami i życiem…

Nie sztuką jest ukryć się w świecie cudzych marzeń i planów, odwaga polega na tym by żyć wśród ludzi i razem z nimi, ale podążając własną drogą. I zrobić wszystko by pewnego dnia spojrzeć za siebie z dumą, uśmiechnąć się i powiedzieć to jest moje życie, życie o którym marzyłem/am.

Bo życie jest jak nieskończona układanka puzzli. Czas płynie, a my odkrywamy kolejne elementy, dowiadując się czegoś nowego o sobie. Nigdy nie wiadomo gdzie kryje się ten z napisem ‚szczęście’. A nawet jeżeli go odnajdziemy to nie oznacza, że mamy się na nim zatrzymać. To dopiero początek, wskazówka. Jednym dane jest odnaleźć brakujące ogniwo szybciej, a innym odrobinę później.

Moje poszukiwania samej siebie trwały parenaście, a może trochę więcej lat. Dawno, dawno temu próbowałam namalować swój świat. Później podążając śladem pędzla, odkrywałam zakamarki sztuki i architektury, decydując się w końcu na, że to projektowanie wnętrz będzie spędzało mi sen z powiek. Następnie z ołówka przerzuciłam się na pióro i namiętnie oddałam się pisaniu. W moje progi zagościła również moda na modę i walka na słowa o innowacyjne jutro. To zbiór mojego życia, coś co zawsze będzie we mnie ale prawdopodobnie nigdy nie stanie się wyznacznikiem spełnienia. Na początku tego roku odnalazłam JĄ – moja pasję. Leżała tam głęboko schowana. Mogła tam zostać w worku wraz z innymi rzeczami, które robiłam od czasu do czasu, ale postanowiłam wyciągnać do niej rękę i zrobić krok na przód. Dziś taniec wypełnia moją codzienność, daje każdego poranka ogromnego kopaniaka energetycznego i pozwala wyznaczać nowe cele. Wierzę, że tylko gdy będę szczęśliwa sama ze sobą, będę mogła obdarować szczęściem otaczających mnie ludzi.

Nie jestem ekspertem w dziedzinie spełniania marzeń, ani w żadnej innej, ale chciałabym podzielić się z Wami moją prywatną historią z nadzieją, że może uda mi się zainspirować kogoś, tak jak kiedyś mnie ktoś zainspirował….

Cho

Nowy początek

Dziś budzę się na nowo, odmieniona, silniejsza i szczęśliwsza…To coś ,co potrafiło tak sprawić – to moje marzenie. Rosło we mnie przez 25 lat mojego życia i nie tak dawno wypuściło pierwsze pąki w postaci pasji.

Czym dla Ciebie jest pasja?

Moja definicja kryje niewyjaśnioną i cudowną siłę, która nadaje kierunek i sens życiu. Z dnia na dzień pozwala odkrywać nowe odcienie emocji i energii uwalnianych z sideł biało-czarnej codzienności.

Nazywam się Charlotte Oya i jestem zwyczajną dziewczyną w tym niezwyczajnym świecie, która podąża śladami swojej pasji . Ludzie nazywają ją tańcem, ja nazywam ją stylem życia, który pozwala mi zatracić się i odnaleźć się w tym samym momencie. Jak śpiewa Eva Cassidy w coverze pięknej rumbowej piosenki „Imagine” (https://www.youtube.com/watch?v=DTVsp_q8mxE) – możecie nazywać mnie marzycielką, ale nie jestem jedyna. Mam nadzieję, że dzięki mojej pracy będę mogła zainspirować Was do otworzenie zakurzonego pudełka pragnień oraz marzeń i porzucenia znanego ‚zacznę od jutra’.

Jedno jest pewne marzenie nie zna wieku, ani nie ma limitu, a proces jego realizacji daje to cudowne uczucie spełnienia. Cała ta machina nakręca nasze życie i czyni je piękniejszym. Nigdy nie jest za późno! ale po co czekać? Przestań zwlekać i bierz się do roboty!

Moja recepta jest banalnie prosta: Po pierwsze – nie bój się marzyć, uwierz siebie i zacznij działać. Pracuj ciężko i ciesz się każdym momentem, który przybliża Cię do realizacji celu. Ale pamiętaj rób to z sercem i nigdy, przenigdy się nie poddawaj! Wystarczy chcieć! wyciągnąć rękę po marzenia i wyruszyć w podróż po szczęscie. Bo przecież jak pisał Paulo Coelho w Alchemiku „ kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu.

Cho